Województwo mazowieckie

Zima i jej dawne, kurpiowskie zwyczaje
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 12 marzec-3 maj 2015
ilustracja

Zima - zdominowna i teraz przez święta Bożego Narodzenia. Jakże wiele wiąże się z nimi obrządków i tradycji, wszystkich tych znaków naszego kulturowego dziedzictwa. Wciąż warto o nich przypominać, nie ograniczając się tylko do dnia narodzin Chrystusa.

   Okres zimowy rozpoczynał Adwent, czyli oczekiwanie na przyjście Chrystusa. Wśród kurpiowskich zwyczajów tego okresu prym wiodło „otrąbianie Adwentu”. Młodzi ludzie przez cały jego okres dwa razy dziennie, rano i wieczorem trąbili na ligawach. Były to długie, wąskie trąbki własnej roboty. Wykonywano je z konarów drzew lub drobnych listewek. Przy wlocie powietrza umieszczano specjalny ustnik, z drugiej strony ligawa była lekko rozszerzona. Z powodu rozmiaru instrumentu (ok. 120-160 cm), podczas grania opierano go na płocie lub o plecy kolegi.

   Ważnym dla ludu kurpiowskiego był dzień św. Mikołaja, w tym dniu wszyscy gospodarze i pasterze przestrzegali ścisłego postu. Dotrzymywano go w intencji ochrony bydła przed wilkami. W dawnych czasach obszary Kurpi były gęsto zalesione i kontakty z dziką zwierzyną były powszechne. Zwyczaj ten zanikał z postępującym wyrębem lasu.

   Dzień św. Mikołaja obchodzono podobnie na terenie całej Kurpiowszczyzny, natomiast były również zwyczaje o zasięgu lokalnym. O jednym z nich pisał ks. Władysław Skierkowski: „ W częściach puszczy Kurpiowskiej należącej do powiatu kolneńskiego, zachował się do dzisiejszego dnia (lata 30 XX wieku) prastary zwyczaj gromadnego modlenia się we wsi, najczęściej tam, gdzie jest kościół, za dusze zmarłych, połączony z posiłkiem i śpiewem. Zwyczaj ten nosi piękną nazwę „Boże obiady”. Boże obiady najczęściej odbywały się w porze Adwentowej, choć zdarzają się i w Wielkim Poście.”

   Od dnia św. Łucji (13 grudnia) rozpoczynały się prace porządkowe i przygotowawcze do świąt Bożego Narodzenia. Bielono ściany , przygotowywano nowe wycinanki, bibułkowe firanki itp. W okolicach Myszyńca wykonywano kule z ciętych półkoli opłatków. Zawieszano taką ozdobę pod sufitem, zostawała ona często do następnego roku. Przy najmniejszym ruchu powietrza kula taka wirowała, tworząc ciekawy efekt wizualny. Ozdobę taką możemy zobaczyć już tylko w Skansenie Kurpiowskim w Nowogrodzie.

   Dzień wigilii Bożego Narodzenia był bardzo ważny dla Kurpi. Już w pierwszych godzinach tego dnia znajdziemy przesąd, według którego szczęście na rok następny miała przynieść poranna wizyta mężczyzny, odwrotny skutek miała przynosić wizyta kobiety. Bardziej zapobiegliwi gospodarze „zamawiali” sobie wizytę np. sąsiada, kobietom natomiast pozostawało poczekać w domu do południa. Bacznie obserwowano pogodę, by w niej znaleźć znaki przepowiadające przyszłość, i tak funkcjonowało powiedzenie „ Wigilia pogodna, jutrzenka jasna – stodoła ciasna”.

   Poza próbami spojrzenia w przyszłość wierzono, że fakty i działania w dzień wigilijny mogą mieć wpływ na nadchodzący rok. Pracowicie spędzony dzień miał przynieść pracowity rok, ale ze znacznymi efektami tej pracy, ociąganie w obowiązkach wigilijnych przynieść miało zupełnie odwrotny skutek. Wystrzegano się w ten dzień pożyczania czegokolwiek, zwłaszcza ziemniaków i węgli. Na północno- wschodnich terenach Kurpi wierzono, że jeśli ktoś przyjdzie po ziemniaki, to sprowadzi na mieszkańców wrzody, a jeśli po węgiel -choroby. W wigilię, poza wieczerzą mieszkańcy Kurpi dochowywali ścisłego postu, niektórzy obywali się również bez napojów.

   Do czasów I wojny światowej rolę dzisiejszej choinki przyjmował snopek zboża, przystrajano go we własnoręcznie wykonane ozdoby. Kolacja wigilijna miała bardzo uroczysty charakter, układano siano pod obrus, dużą wagę przywiązywano do ilości potraw. Generalnie miała być ich nieparzysta liczba, najlepiej 9. Jednak ta kwestia nie była jednolita dla całego regionu, gdyż w niektórych miejscach liczba 9 potraw wzrastała do znanych nam dziś 12. Zróżnicowana była także paleta „dań obowiązkowych”, najczęściej były to jednak: ryby smażone, kapusta z grzybami, ziemniaki i barszcz czerwony. W Puszczy Zielonej kolację zaczynano od podzielenia się opłatkiem. Zakładano, że do stołu powinna zasiąść parzysta liczba domowników i gości, w przeciwnym razie ktoś z rodziny mógł umrzeć. Gospodarz z opłatkiem w ręku, uroczystym tonem życzył wszystkim: „Daj nam Boże, żebyśmy tak na drugi rok szczęśliwie doczekali”.

   W wieczór wigilijny nie zapominano również o pracy na roli.. Gospodarz spod obrusu wyciągał źdźbło siana i jeśli było z kłoskiem, była to wróżba dobrych plonów. Podobnie wyciągali źdźbła młodzi, jeśli było ono zielone i świeże, to ślub miał odbyć się w nadchodzącym roku, jeśli zeschnięte, to na taką uroczystość  chłopak lub dziewczyna musieli jeszcze poczekać. W celu zapewnienia urodzaju podawano opłatek również zwierzętom, ugniatało się go w kulki chleba i zawijano  w garść siana. Opłatek podawano tylko krowom, owcom i wołom, ponieważ te zwierzęta były w stajence betlejemskiej. Wigilia to także ostatni dzień w roku, w którym odzywały się ligawy.

   Na kurpiowszczyźnie po pasterce młodzież wzajemnie obrzucała się grochem, fasolą lub owsem, miało to przynieść urodzaj. Podobnie jak po mszy rezurekcyjnej, tak i po pasterce rozgrywał się swojego rodzaju wyścig o najszybsze dotarcie do domu, pierwszy gospodarz miał mieć w przyszłym roku najlepsze zbiory.

   Święta Bożego Narodzenia przebiegały podobnie, jak dziś - na rodzinnej atmosferze i odwiedzaniu krewnych i sąsiadów. Pierwszy dzień świąt był obwarowany zakazami, w gospodarstwie dozwolone były tylko prace niezbędne, a w domu nie wolno było: prasować, szyć, czyścić butów, a nawet obierać ziemniaków. Tradycyjnie święta w Puszczy trwały dłużej niż obecnie, dniem świątecznym był jeszcze 27 grudnia, któremu patronuje Jan Apostoł, Ewangelista. Tego dnia na mszy kapłan podawał wiernym do picia kielich z winem.

   Okres ten miał duże znaczenie dla przewidywania przyszłości. Na Kurpiach  12 dni od Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli nazywano dniami „świeckowymi”. Każdy dzień odpowiadał przyszłemu miesiącowi, a pogoda w danym miesiącu miała być podobna do tej, z danego „świeckowego” dnia. W tym okresie zakazane również było wykonywanie prac domowych po zmierzchu. Miało to uchronić przed wilkami i chorobami. Najstarsi mieszkańcy Kurpi pamiętają jeszcze gromadne śpiewy kolęd w tym czasie, zbierano się wówczas w domu śpiewaka wiejskiego i do późnej nocy śpiewano ulubione kolędy.

   W wigilię Nowego Roku istniał zwyczaj dokonywania przez dorosłą młodzież różnych psot w domach, w których były dziewczęta: malowano popiołem okna lub wrzucano go do domów, podpierano drzwi kołkami. Zadaniem dziewcząt było usunięcie tych malowideł, zanim sąsiedzi będą szli w Nowy Rok do kościoła. Zwyczaj ten był sprawdzianem szybkości pracy danej panny i jej zamiłowania do czystości. Z dniem Nowego Roku wiązały się przysłowia:  „Nowy Rok pogodny- zbiór będzie dogodny” , „Na Nowy Rok pogoda- będzie w polu uroda”.

   W obrzędowości ludowej zarówno dzień Nowego Roku i święto Trzech Króli były bardzo ważne. Na kurpiowszczyźnie z tych okazji wypiekano ciasta, było to zadanie, do którego przykładali się wszyscy domownicy. Figurki z ciasta lepiła cała rodzina, najważniejszą cześć wykonywał gospodarz, pozostali mieszkańcy wykonywali w figurce ozdoby i szczegóły. W Puszczy Zielonej powszechne w tym dniu były dwa rodzaje wypieków. Pierwsza, zwana „nowe latko” była figurką kaczki, gęsi lub kury postawionej na krążku z ciasta. Krąg miał symbolizować magiczną ochronę drobiu. Drugim wypiekiem były już pojedyncze wyobrażenia zwierząt, zarówno tych leśnych, jak i domowych, hodowlanych. Po upieczeniu los wypieków był dwojaki, jeśli rodzina przywiązywała dużą wagę do mocy takiego amuletu, to zostawiano go na cały rok, jeśli nie to były zjadane. Poza figurkami na Kurpiach w Nowy Rok wypiekano również fafernuchy. Był to wypiek z mąki żytniej, tartych pasternaków lub marchwi, dodawano także cukier i pieprz (stąd nazwa - od niemieckiego słowa „pfepfer”), czasami miód. Ciasto krojono w kształt kopytek i pieczono przez 2 godziny. Wypiekiem obdarowywano się wraz z życzeniami noworocznymi, ale jedzono je praktycznie do święta Trzech Króli.

   W dniu św. Ignacego (1 luty) istniał zwyczaj wrzucenia do studni medaliku z wizerunkiem tego świętego, według wierzeń dzięki temu woda nabierała właściwości leczniczych. Kolejnego dnia przypada święto powszechnie zwane świętem Matki Boskiej Gromniczej. Z tym dniem związane jest kurpiowskie przysłowie „Jak na gromnice z dachu ciece, to się zima odwlece”. Dzień ten kończył okres bożonarodzeniowy.

   W dniu świętej Agaty (5 lutego ) na kurpiowszczyźnie istniał zwyczaj święcenia chleba i grudek soli, które następnie wtykano pod strzechę, co miało przynosić dostatek, a także chronić przed burzą i szkodnikami. Zgodnie z przysłowiem „Sól świętej Agaty chroni z ognia chaty”, zapobiegało to również pożarom. W parafiach Dąbrówka, Lipinki, Leman, Łyse, Myszyniec tego dnia był zwyczaj przynoszenia do kościoła jabłek, co z kolei miało chronić przed wrzodami.

   Na wsiach kurpiowskich nie było wielkich balów karnawałowych, ale był to okres wspólnych zabaw i śpiewów w prywatnych domach, z udziałem opłacanych grajków. Zabawy te kończył wtorek zapustny, podczas którego urządzano zabawy, posty i figle, jak chociażby  wtoczenie koła na dach lub umieszczenie na nim kołyski wówczas, gdy należał do domu, który zamieszkiwała panna z dzieckiem. Był to dzień na opak i zdarzało się, że chłopcy chodzili po wsi przebrani za dziewczyny i odwrotnie. Zabawy zapustowe kończyły okres zimowy, a następujący po nich post rozpoczynał już wiosnę.

Jarosław Berk

Jarosław Berk 19-3-2015

Źródło - Bernard Kielak, Doroczne Zwyczaje Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, Muzeum Kultury Kurpiowskiej, Ostrołęka 2005

Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text