Województwo mazowieckie

Trikiem jestem, mam zajawkę
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 24 czerwiec 2015-16 czerwiec 2016
ilustracja

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze street footballem?

Ojej, dwadzieścia lat temu…Ale od początku.  Pochodzę z małej miejscowości. Kiedyś można było tylko pomarzyć o dobrym boisku, na którym można było grać z kumplami. Więc z kumplami braliśmy siekierkę, garść gwoździ i maszerowaliśmy do lasu po nieduże gałęzie by zbijać z nich bramki na pobliskiej polanie. Boisko dookoła wykładaliśmy oponami. Systematycznie i skutecznie nas wyrzucano z działek, na których graliśmy, co mnie akurat  nie dziwi, bo bywaliśmy tam codziennie - bywało głośno, nawet do późna. Każda większa ulica miała swoją drużynę i boisko na którym grała mecze. Wtedy nie nazywaliśmy tego piłką uliczną. Każdy z nas po prostu chciał być piłkarzem. Teraz jednak widzę w tym duże podobieństwo do tego, czym charakteryzuje się football uliczny. Dużo zwodów, indywidualnych akcji, zakładania sobie siatki... Ogromna przyjemność z gry. Później grałem w klubach w swoich rocznikach. W zespole było wielu chłopaków, z którymi rywalizowałem wcześniej w meczach między ulicami. Nie wiem czy miałem talent i mogłem iść w kierunku futbolu zawodowego, teraz można  tylko gdybać . W domu wspierała mnie mama, ojciec nigdy nie interesował się moimi treningami, wolał demotywować. Sytuacja była na tyle niesprzyjająca, że przestałem grać na 2 lata. Długa i nieprzyjemna historia… Zostawmy sprawy rodzinne.

To skupmy się na piłkarskich.

Zawsze lubiłem przytrzymać piłkę, kiwnąć, szybko wymyślać jakieś zagrania. Nie wszystkim to się podobało, wiadomo,  woleli żebym podawał. Miło było jednak usłyszeć pochwalę za jakiś udany zwód, który wcześniej się trenowało na podwórku. Z czasem zdałem sobie sprawę, że to tricki są moją zajawką. Zacząłem trenować freestyle football i prawdziwy już street soccer - to był rok 2005.

Czym się różnią te dwa sporty od piłki nożnej jaką znamy?

Używa się bardzo dużej ilości różnego rodzaju tricków . Wszystkie są niesamowite. Każdy z nich ma swój urok i klimat. Mimo, że są różne, stosują  je bardzo często ci sami zawodnicy. Freestyle to sztuka:  łączenie gimnastyki, akrobacji, żonglerki, tańca, zupełna wolność, każdy próbuje się w nim wyrażać się na swój sposób. W Street soccer’a  gra się  czterech na czterech, na utwardzonej nawierzchni. Łatwiej wtedy o opanowanie piłki. Niektóre tricki wymagają bardzo równego podłoża. Boisko jest obandowane, a bramki dość małe: 0,8mx2m.W tej grze liczy się przede wszystkim technika  z zastosowaniem tricków. Piłkarska odmiana koszykówki, lubię to porównanie.

Opowiedz o swojej drużynie.

Mój team Alternative Soccer składa się z pięciu zawodników. Trenujemy możliwie najczęściej- jak tylko się da. Trening potrafi trwać godzinę albo…. cztery. Zależy czy mamy flow. No ale najważniejsza jest systematyczność.

Czy jest to trudny sport? Jak ważny jest w nim talent a jak trening?

Każdy sport jest trudny, jeżeli chce się go uprawiać  profesjonalnie, zawodowo. Wtedy musisz mu się poświęcać w stu procentach. To nie tylko trening, ale styl życia. Mam na myśli odżywianie, regenerację i mobilizację oraz wytrwałość. Na pewno predyspozycje są ważne. Jednak nasz organizm, ciało, mięśnie to tylko budowa. Pracując nad sobą możemy się nauczyć prawie wszystkiego.

Twoje największe osiągnięcia?

Moje osiągnięcia w tych sportach są różne i na różnych płaszczyznach. (śmiech)

A troszkę konkretniej ?

Gdy rozpoczynałem trenować byłem jednym z pierwszych w Polsce i na świecie. Pierwsze sukcesy zaczęły się w 2008 roku - mistrzostwo Polski  w grze jeden na jednego. Jako, że byłem jednym z pierwszych i już stosunkowo najbardziej doświadczonych graczy zacząłem zajmować się promocją tych sportów w naszym kraju. W 2011 roku zaczęły być organizowane pierwsze duże turnieje międzynarodowe. W tym samym roku dostałem pierwsze powołanie do kadry Polski na Mistrzostwa Europy 1na1 i 4na4. W 2013 zostałem wybrany na selekcjonera kadry i pełnię tą funkcję do dziś.  Łączę ją równocześnie z rolą zawodnika. Za mną 27 meczów dla naszej kadry. Po drodze wpadło jeszcze parę fajnych tytułów. W 2014 roku zadebiutowałem w ścisłej światowej czołówce podczas mistrzostw świata w Amsterdamie. Każdy turniej, mistrzostwa, spotkanie z ludźmi, z którymi gram i trenuję to niesamowity czas, który zostanie w pamięci na zawsze.

Czy można z tej pasji uczynić sposób na życie, tak by móc się z niej utrzymać?

Można, ale przy niszowych sportach droga do tego jest bardzo długa. Kocham swoje zajawki. Uwielbiam nimi żyć i pasjonować się każdego dnia. Realia jednak są brutalne. Każdy z nas stara się o promocję, szuka sposobu na zauważenie przez sponsorów. Otworzyłem już firmę, spółkę, stowarzyszenie. Mam za sobą parę ciekawych projektów, uczę się i łapię doświadczenie. Teraz bywa różnie, nie chce narzekać, ale Polska jest trudnym rynkiem.  Ale jestem optymistą.

Opowiedz o  planach na przyszłość? Czy planujesz poświęcić się temu całkowicie, czy tylko do pewnego wieku?

Bardzo trudno odpowiada się na takie pytania. Dziś jestem 25-latkiem, ze sporym doświadczeniem w moich sportach. Przez parę lat łączyłem to z pracą w korporacjach, instytucjach finansowych, takich jak banki, to również mi dało dużo doświadczenia, szczególnie przydatnego przy prowadzeniu firmy. Dziś jednak wiem, że korporacje nie są dla mnie. Uwielbiam wymyślać i wprowadzać swoje pomysły w życie, czuć się w tym wolnym i zaangażowanym. Często coś się nie udaje, ale nie poddaje się, a porażki wrzucam w "straty". Tak długo jak będę miał siły i chęci do kontynuacji tego stylu życia będę to robił. Kropka

Rozmawiał Krzysztof Dziwisz

Red:

 

Marek Łuszczyna 24-6-2015
Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text