Województwo mazowieckie

Polska historia wiedeńskiej kawy
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 22 czerwiec-31 sierpień 2015
ilustracja

Dziwna to historia, pełna znaków zapytania, białych plam, niedoprecyzowań, można powiedzieć, że podobna do tych, choć podszytych prawdą, to jednak barwnych powieści sienkiewiczowskich. Jerzy Kulczycki miałby szansę stać się jednym z bohaterów noblisty, gdyby ten żył w jego latach.

   Imieniem bohatera tego artykułu nazwana jest we wschodniej części Wiednia ulica, na jej rogu z Favoritenstrasse narożnik domu ozdobiony jest jego pomnikiem. Jerzy Franciszek Kulczycki stał się patronem wszystkich wiedeńskich kawiarzy, jego portret zdobił lokal ich zgromadzenia, a na starym sztandarze widniała scena nadania jemu przez cesarza Leopolda I przywileju na prowadzenie kawiarni. Podobno świętujący w październiku swój Kolschitzky Fest właściciele wiedeńskich kawiarni dekorują okna swych lokali podobiznami swojego patrona. Wszystko to za sprawą jego męstwa, odwagi i…głowy do interesów.

   Jerzy Franciszek Kulczycki był prawdziwym biznesmenem wieku XVII. Trudno o lepszego. Najprawdopodobniej wywodzący się ze spolszczonej, rzymskokatolickiej linii szlacheckiej Kulczyckich herbu Lis, urodził się w roku 1640 w Kulczycach koło Sambora (dziś Ukraina). Niewiele natomiast wiadomo jest na temat jego dzieciństwa i młodości, a w źródłach pojawia się przed rokiem 1673. Wiadomo, że przybył do Wiednia z Serbii i, jako że biegle posługiwał się językiem tureckim (znał też węgierski), tłumaczył ten język w belgradzkim kantorze Kompanii Orientalnej, w stowarzyszeniu kupców wiedeńskich handlujących ze wschodem. Niebawem sam stał się kupcem towarów orientalnych i osiadł w Leopoldstadt, dzisiejszej dzielnicy Wiednia, w której jakieś dwieście lat później pomieszkiwał Zygmunt Freud. W roku 1678 Kulczyckiemu groziło wydalenie z miasta, z tego powodu, że przybył z Serbii. Serbskich kupców pomawiano wówczas o szpiegostwo na rzecz Turcji. Przed wydaleniem naszego bohatera uratowało legitymowanie się polskim pochodzeniem.

   Nastał rok 1683, czyli też czas znanej z kart historii jako „odsiecz wiedeńska”, zwycięskiej wyprawy wojennej króla Jana III Sobieskiego. W lipcu wojska tureckie otoczyły Wiedeń, a w obliczu przytłaczającej przewagi liczebnej sił wroga, prawdopodobnie miasto rozważało także możliwość kapitulacji. Bohaterem tejże „odsieczy” stał się nie nikt inny, jak handlarz polskiego pochodzenia, przypomnijmy - doskonale władający językiem tureckim.

   Z chwilą oblężenia Wiednia przez Turków Kulczycki zaciągnął się do ochotniczej kompanii oberżystów. W piątym tygodniu walk, gdy nie było wiadomości na temat nadciągającej odsieczy, w porozumieniu z burmistrzem i dowodzącym obroną stolicy Austrii hrabim Starhembergem handlowiec podjął misję pozyskania informacji na temat tego, czy i kiedy wojska Sobieskiego mogą liczyć na pomoc. Misja zakończona została ogromnym sukcesem.

   Późnym wieczorem, 13 sierpnia, w towarzystwie sługi i przebrany w mundur żołnierza osmańskiego Kulczycki bez trudu przedostał się przez obóz turecki. Rankiem, 15 sierpnia stanął u celu, a następnego dnia wieczorem przedarł się przez obóz turecki raz jeszcze – z pisemną odpowiedzią księcia lotaryńskiego Karola V Leopolda o szykujących się do szturmu wojskach. Z tą szczęśliwą wiadomością dotarł do Wiednia 17 sierpnia. Miastu udało się odeprzeć kolejne uderzenie armii tureckiej i doczekać natarcia na nią sprzymierzonych sił Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Austrii i pięciu niemieckich księstw.

   Osławiony i uznany za bohatera Jerzy Franciszek Kulczycki na własną prośbę został mianowany cesarskim tłumaczem języka tureckiego. Otrzymał też dom, pokaźną sumę pieniędzy i…prawo pierwszeństwa w podziale tureckich łupów - prawdopodobnie od samego Jana III Sobieskiego.

   Nie od parady miał Kulczycki łeb do interesów, dlatego w podziale wybrał 300 worków czarnego ziarna, uznanego przez pozostałych za paszę dla wielbłądów i przeznaczonego na straty. Szlachcic, tak jak wielki wezyr Kara Mustafa, znał jednak moc kawy i postanowił to wykorzystać. Koło katedry wiedeńskiej, przy Schlossergassl otworzył „Dom pod błękitną butelką” – uważany za pierwszą w Wiedniu kawiarnię. Historia mówi, że kawa w tym miejscu podawana była z ciasteczkami w kształcie półksiężyca. Podobno sam Kulczycki, dla wzbogacenia jej smaku wymyślił słodzenie kawy miodem lub cukrem i podawanie jej z mlekiem. Był nie tylko wojennym bohaterem, był również dalekowzrocznym biznesmenem, według mojej skromnej oceny wyprzedzającym wiek XVII.

   Chociaż dziś mówi się, że pierwszym właścicielem kawiarni w imperium Habsburgów był ormianin Johannes Diodato, to w Wiedniu wciąż istnieje firma kontynuująca tradycje kawiarni Kulczyckiego. Ze źródeł wiadomo o istnieniu w tych czasach innych europejskich kawiarni, choćby w Paryżu, Londynie, Oksfordzie i Bostonie. Jednak zdaje się, że żadna z nich nie ma tak bogatej historii związanej z jednym człowiekiem, polskim szlachcicem, który dożył roku 1694 umierając na gruźlicę. Postać Jerzego Franciszka Kulczyckiego i jego historia jest dziś znana bardziej w Wiedniu, niż w Polsce, dlatego zdecydowałam się o niej napisać, ale nie tylko…

Jest jeszcze jeden powód – zawód baristy, który w ostatnich latach zyskuje coraz większą popularność. Ale o nim już w kolejnym artykule.

Anna Piórkowska

Anna Piórkowska 22-6-2015
Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text