Województwo mazowieckie

Niepubliczny Zakład Opiekuńczo-Leczniczy „Jaśmin” w Starym Goździe broni się przed sanepidem
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 18 kwiecień 2015
ilustracja

Dyrekcja Niepublicznego Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego „Jaśmin” w Starym Goździe broni się przed zarzutami białobrzeskiego sanepidu dotyczącymi czystości i wyposażenia placówki w materiały do utrzymywania higieny.

Inspektorzy sanepidu stwierdzili uchybienia w bieżącej czystości, w porządku i w pomieszczeniach. Dyrektor oraz oddziałowa zostali ukarani mandatami. Poza tym zalecono zlikwidowanie niedociągnięć, co będzie kontrolowane podczas następnej inspekcji. 

Doniesienie

Kontrola sanepidu nastąpiła po doniesieniu, jakie złożyła kobieta, która pracowała w tym ośrodku na próbę przez jeden dzień. Jej zdaniem w placówce są karygodne zaniedbania dotyczące nie tylko higieny i porządku, ale także żywienia pensjonariuszy i opieki nad nimi, co może być zagrożeniem dla ich zdrowia i życia. W efekcie doniesienia białobrzeski sanepid przeprowadził kontrolę.

Uchybienia

W czasie kontroli stwierdzono brak dozownika środka dezynfekcyjnego do rąk w pomieszczeniu porządkowym oraz brak rękawic gospodarczych dla sprzątaczek i podkładów jednorazowych dla pensjonariuszy. Stwierdzono też niewystarczający zapas bielizny pościelowej. Poza tym kontrola wykazała niedociągnięcia w zakresie czystości i porządku w pomieszczeniach pracowniczych (szatniach kobiet i mężczyzn), w szafkach indywidualnych, w szafach na odzież wierzchnią i ochronną, a także w węzłach sanitarnych.

Dyrekcja się broni

Dyrektor zakładu i właściciel w jednej osobie, Tomasz Grzybowski, broni się przed tymi zarzutami. Oznajmił, że brak bielizny pościelowej był wynikiem oczekiwania na dostawę z pralni, podkładów jednorazowych jednostka podobno nie używa, a rękawić brakowało tylko w jednym rozmiarze, ponieważ akurat skończył się ich zapas. Tłumaczenia nie usatysfakcjonowały jednak kontrolerów sanepidu i dyrektor wraz z oddziałową zostali ukarani mandatami, a uchybienia nakazano niezwłocznie usunąć. Sanepid na szczęście nie stwierdził niedociągnięć w bieżącej czystości w części gospodarczej ośrodka.

Dyrekcja tłumaczy wszelkie niedociągnięcia chwilowym porannym nieporządkiem i przekonuje, że było to przypadek odosobniony. W dodatku żadne ze stwierdzonych uchybień nie mogło mieć wpływu na zdrowie i życie pensjonariuszy. Tomasz Grzybowski nie potwierdził także zarzutów w sprawie zagrożenia epidemiologicznego i żywieniowego, jakie znalazły się w doniesieniu do sanepidu. Wytłumaczył to korzystaniem z cateringu, czyli firmy zewnętrznej dowożącej żywność. Wydawaniem posiłków także zajmują się osoby posiadające ważne badania lekarskie, więc za jakiekolwiek zagrożenia może odpowiadać firma zewnętrzna, a nie zakład opiekuńczo-leczniczy. Wskazał także na to, że zakład jest dobrze zaopatrzony w środki higieny, a doniesienie złożone przez kobietę było zapewne złośliwą zemstą za nieprzyjecie jej do pracy. Została zwolniona po pierwszym dniu okresu próbnego.

Jak jest naprawdę?

Trudno dowieść w tym wypadku prawdy, bo każda ze stron ma swoje racje, jednak w zakładzie opiekuńczym nie powinno brakować jednorazowych podkładów i dozowników środków dezynfekcyjnych, a rękawice pracownicze powinny być kupowane z odpowiednim wyprzedzeniem. Poza tym zbyt mała ilość bielizny pościelowej też jest zastanawiająca, a jej zapasy nie powinny być uzależnione od szybkości działania pralni. W dodatku czystość w pomieszczeniach pracowniczych powinna być sukcesywnie sprawdzana przez kierownictwo, a niedociągnięcia szybko usuwane.

Trzeba jednak pamiętać też o złośliwości ludzkiej, której przykładem jest to doniesienie. Nie można za własne niepowodzenia odgrywać się na drugich. Jedynym pozytywem w sprawie jest to, że w zakładzie „Jaśmin” sprawy higieny i wyposażenia będą teraz na pewno języczkiem uwagi dyrekcji i pracowników.

Kamil Sznyrowski 19-4-2015
Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text