Województwo mazowieckie

Miłość w muzeum
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 17 czerwiec-27 listopad 2015
ilustracja

Prawdziwy wulkan pozytywnej energii. Ciepła, zakochana w swojej pracy i zawsze uśmiechnięta. Zajęła trzecie miejsce w organizowanym przez "Echo Dnia" plebiscycie Kobieta Przedsiębiorcza 2014. Mowa o Ilonie Jaroszek-Nowak, dyrektor Muzeum Wsi Radomskiej.

Jak się czujesz z tytułem Kobiety Przedsiębiorczej?

Po sześciu latach bycia dyrektorem Muzeum Wsi Radomskiej to dla mnie ogromna satysfakcja. Skansen się rozwija. Jesteśmy świeżo po projekcie w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego „Zdarzyło się kiedyś nad wodą”  i to tak naprawdę zasługa moich pracowników, że w ogóle stałam się osobą nominowaną i zauważoną. Przecież przez wiele lat tu mnie nie było. Zauważono mnie w Radomiu, ale zauważono przede wszystkim poprzez pracę, którą wykonujemy tu w muzeum. To prawie 40 hektarów wielkiego gospodarstwa. Można powiedzieć i rolnego i zagrodowego. Dlatego ten tytuł, kiedy go odbierałam zadedykowałam moim pracownikom. Ponieważ to ich praca spowodowała, że to nasze muzeum jest dzisiaj placówką rozpoznawalną, nie tylko na Mazowszu, ale również w innych regionach Polski.

Do walki o tytuł Kobiety Przedsiębiorczej zgłosili Cię czytelnicy radomskiego „Echa Dnia”. Jakie to uczucie być nominowaną nie przez kapitułę, a właśnie przez ludzi?

Tak, nominowali mnie czytelnicy. Nominowanych było wiele pań, które wykonują różne zawody. Tym bardziej jest to dla mnie wielki zaszczyt, że zauważono mnie – osobę pracującą w kulturze. Zawsze mi się wydawało, że ta kultura jest jednak na boku, że ważniejsze są inne dziedziny życia, np. służba zdrowia czy edukacja.  Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że warto dbać o nasze dziedzictwo narodowe, bo ludzie jednak to dostrzegają i ja się z tego ogromnie cieszę. I nie tylko osobiście jako Ilona Jaroszek, ale też jako dyrektor muzeum.

Skąd czerpiesz motywację do działania, do pracy? Dla jednych takim motywatorem jest miłość, dla innych są nim dzieci, sukcesy, porażki. A jak to jest u Ciebie?

W tej chwili mam już 20 lat stażu pracy i zawsze była to praca w kulturze. Już jako sześcioletnia dziewczynka wstąpiłam do Zespołu Pieśni i Tańca „Łucznik” w Radomiu.

Ty śpiewałaś?

Śpiewałam, tańczyłam przez lat 12 (śmiech). I zawsze byłam blisko związana z kulturą. I nawet jeżeli później, w trakcie swojej kariery zawodowej byłam urzędnikiem to także w Departamencie Promocji, Kultury i Turystyki.  Z wykształcenia jestem prawnikiem, ale mimo wszystko nie odnajduję się poza kulturą.

A próbowałaś kiedykolwiek?

Nie próbowałam.

Od razu wiedziałaś, że pójdziesz  w tę stronę?

Od razu wiedziałam, że będę pracowała w kulturze. Ta cała organizacja, przygotowania, i nawet później - emocje i obaw - czy aby wszystko się uda, czy się nie uda, czy coś wyjdzie, czy nie. I tu w pracy w Muzeum Wsi Radomskiej, jak również wcześniej, kiedy organizowaliśmy czy Nagrody Marszałka, czy Wojewódzkie Dożynki Samorządowe, to zawsze dla mnie była wielka pasja.

A Twoja pierwsza praca? Co to było? Czym się tam zajmowałaś?

Moja pierwsza praca to ówczesny Wojewódzki Ośrodek Kultury „Resursa” w Radomiu. Pracowałam w impresariacie. Organizowaliśmy imprezy i różnego rodzaju eventy, konkursy, przeglądy, festiwale. I tak naprawdę ten moment – 1995 r., kiedy rozpoczęłam swoją pracę zaprocentował tym, że dzisiaj jestem dyrektorem Muzeum Wsi Radomskiej.

Zarządzanie instytucją, jaką jest skansen, nie jest typową osmiogodzinną pracą przez pięć dni w tygodniu.

Ani to nie jest osiem godzin dziennie, ani nawet siedem dni w tygodniu. Dla mnie dzień jest ciągle za krótki i ta doba też jest za krótka, i ten tydzień jest za krótki. W muzeum pracujemy niemal cały czas. Szczególnie w sezonie letnim, gdy skansen jest otwarty także w soboty i niedziele. Oprócz tego organizujemy też mnóstwo przedsięwzięć wyjazdowych. Nasze muzeum bierze udział w Dożynkach Prezydenckich  w Spale,  pikniku „Poznaj dobrą żywność”, który jest organizowany przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, czy też w targach Polagra. Jeździmy tam z naszym stoiskiem i z naszymi ciągnikami. Bo nie wiem czy wiesz, ale nasz skansen może się poszczycić jedyną w kraju kolekcją SAMów, czyli samoróbek ciągniczków, które do niedawna jeszcze jeździły po wsiach i pomagały w pracy rolnikom. Powojenne lata nie były takie łatwe dla polskiego rolnika.  Sami musieli sobie robić takie pojazdy. I takimi właśnie ciągniczkami – mamy ich ponad 20 – możemy się poszczycić.

Dużym takim kolejnym przedsięwzięciem w kalendarzu imprez artystycznych w  muzeum jest Niedziela Palmowa, od sześciu lat transmitowana przez Telewizję Polonia. Jest to też dla mnie niezwykle ważne wydarzenie.

Ale przygoda z telewizją nie kończy się na transmisji Niedzieli Palmowej. Wiem, że Okrasa też u Was był i gotował w skansenie.

To prawda. To przygoda trwająca od kilku miesięcy. Karol Okrasa jest zachwycony nagrywaniem u nas kolejnych odcinków swojego programu „Okrasa łamie przepisy”. Znajdą się w nich również potrawy regionalne z terenu radomskiego. Ale mogę też już dziś powiedzieć, tak troszeczkę wybiegając w przyszłość, że w pierwszą niedzielę października zorganizowany będzie w skansenie Festiwal Ziemniaka. I tu również nie zabraknie Karola, który tym razem będzie gotował dla turystów zwiedzających Muzeum Wsi Radomskiej.

Skoro mówimy o pracy - to jak dzielisz swój czas pomiędzy nią a życie prywatne? To przecież też jest przedsięwzięcie, a bycie kobietą przedsiębiorczą nie jest chyba tylko wyzwaniem czysto zawodowym.

Mam bardzo dzielnego syna. Wychowuję go sama, ale Adrian ma w tej chwili prawie 14 lat. Jest w pierwszej klasie gimnazjum. Śmieję się, że to jest dziecko kultury. Już w wózeczku jeździł ze mną na różne imprezy kulturalne.  I tak właśnie do dziś dzieli ze mną ten los.  Bardzo się cieszy z moich sukcesów, ale jest mu smutno, kiedy obserwuje moje porażki. Moje życie zawodowe nie kończy się na muzeum. Jestem jeszcze politykiem. Biorę udział w wyborach.  I widze, że porażki polityczne najbardziej dotykają mojego syna. Można bardzo dużo zrobić, a nie być zauważonym przez wyborców. Takie życie. W plebiscycie „Kobieta Przedsiębiorcza” zdobyłam ponad 26 tysięcy głosów, a w wyborach samorządowych znacznie mniej. Najważniejsze, że Adrian mnie bardzo w tych moich działaniach wspiera i to  własnie on daje mi siłę.

Cóż zrobić. Jestem pracoholikiem i kocham swoją pracę. Naprawdę z wielką radością do niej przychodzę. Owszem, i tu zdarzają się lepsze i gorsze dni, ale ja nigdy nie powiedziałam „nie damy rady”. Nawet wtedy, gdy muzeum borykało się z trudnościami finansowymi, bo budżet, którym dysponowaliśmy nie był tym wymarzonym. Myslę, że zawsze trzeba znaleźć w sobie światełko optymizmu, żeby jednak znaleźć ścieżkę do dobrego zakończenia. Nie  wyobrażam sobie innej postawy.

Jesteś niezwykle silną i dobrze zorganizowaną kobietą. A jaka Twoim zdaniem powinna być współczesna kobieta przedsiębiorcza?

Przede wszystkim powinna być pracowita, aktywna, dobra i przyjaźnie nastawiona do ludzi. Umiejąca właśnie pogodzić życie prywatne z życiem zawodowym. Osoba przede wszystkim spełniona. To nie może być człowiek, którego celem jest bycie kimś najważniejszym. Władza sama w sobie nie jest wartością. Trzeba być przede wszystkim człowiekiem wartościowym.  Zresztą wydaje mi sie, że dobro wraca do nas. Jesli jesteśmy dla ludzi dobrzy, pomocni, odpłacaja nam tym samym. Taka jest moja filozofia aktywności zawodowej. Ciężka praca, wartości i kobiece ciepło.

Jaka jeszcze? Może optymistyczna?

Oczywiście. Moim zdaniem ludzie smutni mają w życiu trudniej, bo nie czerpią dość radości z tego, co robią. A to bardzo pomaga, dodaje energii.

Trudno nie odnieść wrażenia, że odkąd jesteś w muzeum skansen stał się rozpoznawalny. Od sześciu lat coś się tut dzieje, ludzie wiedzą o skansenie w Radomiu. Tchnęłaś w niego odrobinę życia. To chyba cieszy?

Kiedy się jest dziesięć lat urzędnikiem samorządowym, a potem przychodzi się do placówki kultury, to wiadomo, że trzeba ją najpierw poznać, posłuchać innych pracowników. Tak naprawdę to oni budują ten skansen, to oni w nim pracują, to oni mają wiedzę. Ja im tylko pomagam tę wiedzę realizować, prezentować na zewnątrz. Ale muszę przyznać, że praca w urzędzie marszałkowskim dała mi wiele możliwości. W Warszawie poznałam wielu ludzi, na których do dziś mogę liczyć, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.

Pomysłów na pewno nie zabraknie. Muzeum potrzebuje dobrego hotelu, dobrej karczmy i biurowca. Czeka nas budowa małego miasteczka. Mamy dwa młyny, więc dobrze, żeby pojawiła zagroda młynarza. Musimy dokończyć kościół, brakuje nam organów w XVIII-wiecznym kościele p.w. św. Doroty i dzwonów na dzwonnicy z Wielgiego. Jest co robić.

Sprawiasz wrażenie osoby bardzo odważnej. Czy Ty się niczego nie boisz?

Ja chyba mam taki charakter. Oczywiście, że się boję. To nie jest tak, że idę spać spokojnie, jest wszystko idealnie. Dużo myślę, dużo czytam. Staram się i zawsze mam obawy, czy się uda, czy się nie uda. Gdy była wichura i zadzwonił do mnie szef ochrony i powiedział, że spadły śmigła z wiatraka, okropnie się bałam. Pierwsze pytanie jakie mu zadałam brzmiało „Czy nikomu się nic nie stało?”. Ale trudności są po to, by je pokonywać i iść do przodu. Nie możemy stać w miejscu.

Czyli Kobieta Przedsiębiorcza to jedna wielka instytucja.

Tak (śmiech).

A tak już na koniec. Jak się poczułaś, gdy dowiedziałaś się o wyniku plebiscytu? Pomyślałaś „Wow! Jestem trzecia! Jestem w złotej dziesiątce!”? Pojawił się ból brzucha, a może popłynęły łzy?

Przede wszystkim to do ostatniej chwili nie było wiadomo, kto zwycięży. W zasadzie do godzin wieczornych jeszcze prowadziłam, ale wiecie Państwo, trzeba dać szansę każdemu. Ja i tak jestem dumna z tego, co już osiągnęłam. Myślę, że mogę to powiedzieć – jestem w kwiecie wieku. Mam 40 lat, a już jestem dyrektorem. Jestem spełnioną matką, mam fantastycznych przyjaciół, fantastyczną załogę, z  którą mam przyjemność pracować. Jest nas prawie 80 osób. Więc ja jestem osobą spełnioną i bardzo szczęśliwą. I każdej kobiecie przedsiębiorczej tego życzę. We wszystko trzeba włożyć miłość, serce, radość i ogromny uśmiech.

W muzeum też.

Oczywiście. Duzo miłości.

I mieć jeszcze trochę czasu dla siebie?

I mieć trochę czasu dla siebie (śmiech). Książka, spacer, urlop raz w roku - wprawdzie niewielki, ale zawsze jest. Potrafię się wyciszyć i wtedy mam taki czas dla siebie. Nie odbieram telefonów, nie wpuszczam nikogo do mojego ukochanego małego mieszkanka i jestem wtedy bardzo szczęśliwa.

Dziękuję za rozmowę.

Elcia

 

e.albrechcinska@mazowszanie.eu 15-6-2015

Foto: archiwum własne Ilony Jaroszek Nowak

Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text