Województwo mazowieckie

Lao Che – dziękujemy i zapraszamy niebawem
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 27 czerwiec-9 lipiec 2015
ilustracja

Choć był to jeden z najdłuższych koncertów „gwiazdy” tego formatu, na jakim byłam osobiście, to jakoś tak, czuję niedosyt. W piątek, 26 czerwca na powitanie lata zagrał w Płońsku Lao Che i, według mojego subiektywnego zdania, był to jeden z najlepszych pomysłów Miejskiego Centrum Kultury, by zaprosić do tego miasta właśnie ten zespół.  

Zacznę od tego, że można byłoby dyskutować, czy wybór Miejskiego Centrum Kultury w Płońsku, który zaprosił Lao Che na rozpoczęcie lata, był słuszny. Niejeden pewnie pojawi się głos, typu „co to znowu ma być?”. Niejeden pewnie wolałby zobaczyć na piątkowej scenie Cliver (nomen omen zaproszony w tym roku do pobliskiej gminy Załuski na Święto Truskawki) bądź inną gwiazdę disco polo.

Osobiście zaś jestem Miejskiemu Centrum Kultury w Płońsku wdzięczna, że po wielu latach stagnacji w tym zakresie postanowił zorganizować imprezę z udziałem jednego z najlepszych zespołów muzyki (No właśnie, jakiej? Alternatywnej?), niech będzie – alternatywnej w Polsce. Bo Lao Che to trochę taka muzyka alternatywna – trochę rock, trochę reggae i jeszcze elektronika. Ale nie to pokochałam w chłopakach z Płocka. Jako, żem polonistka, nie mogę niedoceniać fenomenalnych tekstów Spiętego, nie przesadzę mówiąc, że jednego z najlepszych tekściarzy w Polsce. Każda płyta zespołu, to językowa szarada wpasowana w nietandetną muzykę, o której mniej się mogę wypowiadać, poza zdaniem czy mi się podoba, czy nie. I powiem krótko – bardzo mi się podoba i świetnie się tego słucha. To współgra, to jest charakterystyczne i wyraziste, mimo powtarzalności tematów. Bo nie da się tego ukryć, że Hubert Dobaczewski (wspomniany wyżej Spięty) lubi powtarzać się w motywach, chociażby piekła-nieba, czy wojenki. Nie ma to jednak negatywnego wpływu na jakość serwowanej przez zespół muzyki, bo ostatniej płyty Lao Che „Dzieciom”, słucha się tak samo dobrze, jak „Guseł”, czy „Gospel”. Każda z nich natomiast jest, według mnie, dobrze przemyślanym planem, w którym nie ma miejsca na przypadki. Zupełnie, jak książka – od prologu do epilogu i od pierwszej strony można poznać, kto jest jej autorem. Taki jest właśnie Lao Che. A już mistrzostwem świata jest dla mnie, tak rzadko grany przez grupę krążek „Powstanie Warszawskie”, przy którym za każdym razem wyję (taka prawda).

Niestety, także w Płońsku nie udało się usłyszeć żadnego z utworów z „Powstania Warszawskiego”, z prostego powodu. Koncert odbył się w ramach trasy z Lao Che „Dzieciom” i to właśnie z tego krążka zabrzmiało na płońskiej scenie najwięcej kawałków. Nie szkodzi, bo uważam, że utwory z „Powstania…” powinny być zarezerwowane na szczególne okazje. Tymczasem Płońsk cieszył się zespołem „na żywo” niemal przez dwie godziny i po jedynym bisie, głośno krzyczał „jeszcze”. Fajnie się patrzy na zespoły, które bawią się muzyką. A muzyka Lao Che  (jako całość) jest specyficzna. Ciężko doszukiwać się w niej inspiracji innymi, „wielkimi” muzykami. Natomiast sporo w niej starych prawideł i literackich zaczerpnięć. Jest w niej wszędobylska ironia, zabawa dźwiękami i rymem, ale i drugie, często gorzkie dno. Zresztą Spięty potrafi nie przebierać w słowach i, jak trzeba, używa tych dosadnych. I fajnie się patrzy na ludzi (choć może mogłoby być ich więcej), którzy przychodzą na taki wydarzenia całymi rodzinami. Serio, sama zaobserwowałam na widowni jakieś trzy pokolenia płońszczan, którzy śpiewali razem z zespołem i przy tym bawili się równie dobrze, jak on sam.

Lao Che był tutaj po raz pierwszy i mam szczerą nadzieję, że niebawem wróci. A tych, którzy jeszcze tego zespołu nie słyszeli, zapraszam do odwiedzenia You Tube. Natomiast MCK (przy okazji) poproszę o więcej takich zespołów w Płońsku, czy to się komuś podoba, czy nie.  

Anna Piórkowska

Anna Piórkowska 26-6-2015

zdjęcia: Anna Piórkowska

Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text