Województwo mazowieckie

Koziołek z wizytą w Radomiu
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 15 maj 2015
ilustracja

Koziołek odwiedził Radom i przez dłuższy czas, przez nikogo nie niepokojony, wędrował po parkingu przychodni, zanim służby miejskie ustaliły między sobą, kto ma go złapać i odwieźć do lasu. Trzy godziny trwało ustalanie, kto ma schwytać małego koziołka, który zabłąkał się do centrum miasta. Dzięki determinacji pracowników przychodni, po parkingu której biegało zwierzę, po kilkunastu telefonach, zwierzę odłowili strażnicy miejscy w asyście weterynarza.  

Poranna wizyta       

Wszystko zaczęło się rano, kiedy pracownicy Przychodni Słonecznej przy ul. Staroopatowskiej zgłosili, że na ich parkingu błąka się mały jelonek. Zwierzę obijało się o ogrodzenia na przeciwko, a później wbiegło do nas. Zamknęliśmy bramę, żeby nie uciekło i nie zginęło pod kołami samochodów – powiedzieli pracownicy placówki.

I się zaczęło...

Po zgłoszeniu Centrum Powiadamiania Ratunkowego odsyła pracowników przychodni do straży miejskiej. W międzyczasie okazuje się, że pracownik pobliskiego skupu złomu wcześniej już zgłosił, iż zwierzę biega po placu - bez rezultatu. Podczas kolejnych zgłoszeń straż miejska obiecuje, że skonsultuje sprawę. Wreszcie pojawia się pierwszy patrol straży. Strażnicy rozkładają ręce i informują, że nie dysponują strzelbą Palmera, czyli urządzeniem strzelającym ampułkami ze środkiem usypiającym - niezbędnym w tej konkretnej sytuacji. Co więcej, okazuje się, że tego typu sprzętu nie ma w całym Radomiu. Mundurowi obiecują jednak znaleźć kogoś kompetentnego i zalecają, aby pracownicy ustalili dyżur do godziny 18.00, bo wówczas będzie mniejszy ruch i ktoś przybędzie z pomocą.

Żaden weterynarz nie chce przyjechać na interwencję, ponieważ zwierzą jest zdrowe, a dojazd uzasadnia tylko zła kondycja pacjenta. Pracownicy przychodni próbują więc interweniować w nadleśnictwie - bez skutku. Następny telefon - do łowczego - również na niewiele się zdaje (znów brak specjalistycznej strzelby, a w dodatku sprawa zabłąkanego koziołka nie leży w zakresie kompetencji łowczego). Łowczy sugeruje kontakt ze strażą ochrony zwierząt we Wrzosowie i dodaje, że najlepiej zwierzę wypuścić.

Czas na kolejny telefon  -  tym razem do Straży Ochrony Zwierząt (SOZ), która jest organizacją społeczną. Miała ona kiedyć podpisaną umowę z miastem na odławianie różnych dzikich zwierząt (sarny, łabędzie, nawet dziki). Reagowali błyskawicznie i mieli stałe dyżury, ale dwa lata temu miasto zakończyło współpracę, jak powiedział nam Zdzisław Małysz, inspektor SOZ - z uwagi na utworzenie ekopatrolu straży miejskiej.

Wreszcie, o godzinie 12.30, dzwoni Piotr Stępień, rzecznik Straży Miejskiej - informuje, że jedzie na miejsce z weterynarzem, z którym będzie odławiać jelonka. I udało się -  zwierzę wreszcie złapano i zaaplikowano mu zastrzyk uspokajający. Koziołek został wypuszczony do lasu w okolicach Sołtykowa.

Gdzie są kompetencje?

Ta pozornie błaha sytuacja obnażyła słabości i niekompetencje niektórych służb. Ciekawe, co by się stało, gdyby do miasta wtargnęła np. wataha dzików... Jak widać Radom nie jest przygotowany na takie ewentualności i nie dysponuje specjalistycznym sprzętem.

 

Kamil Sznyrowski 20-5-2015
Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text