Województwo mazowieckie

Kobieta, która prześcigneła męzczyzn
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 30 kwiecień 2015
ilustracja

 Czy możesz opowiedzieć nam, jak to wszystko się zaczęło, czy od dziecka lubiłaś się ścigać?

Jeżeli chodzi o wyścigi to w sumie jest to jeden wielki przypadek. Moja przygoda z motor sportem zaczęła się bardzo niewinnie, bo od kartingu i to kartingu halowego. Pierwszy raz styczność z kierownicą i czterema kółkami miałam w wieku 12 lat, kiedy to na hale kartingową zabrał mnie mój tata. I tak, jak wspomniałam było to bardzo niewinnie, przejechałam sie i ścigałam się z tatą. Wtedy wiadomo, nie miałam pojęcia jak potoczy się moja dalsza kariera sportowa, że stanę się prawdziwym kierowcą wyścigowym. Przejechałam się, złapałam bakcyla. Była to zdecydowanie miłość od pierwszego okrążenia. Moje cele były wtedy wiadomo, inne niż teraz, gdyż nie miałam świadomości, że istnieje coś takiego jak prawdziwy motor sport. Takim celem to było po prostu być szybszą od taty. A kiedy już byłam szybsza od taty to miałam ochotę na więcej.

Jak zareagowali bliscy na wybór takiej kariery?

Tata od samego początku wspierał, bo to on pierwszy zabrał mnie na te gokarty. Tak, więc w nim mam swojego największego, najwierniejszego fana, kibica, wspieracza. Natomiast z mamą nie było z początku tak lekko. Zdecydowanie bardziej byłaby szczęśliwa gdybym została aktorką, może jakąś piosenkarką, czy gdyby miała szansę zobaczyć mnie na deskach Teatru Muzycznego Roma. No, ale niestety, tzn. dla mnie stety, dla mamy niestety tak się nie stało. Teraz już jest lepiej. Już wie, że jest to coś, co kocham, coś, bez czego nie wyobrażam sobie życia, dlatego nawet nie chce stawać pomiędzy mną a samochodem. Aczkolwiek na wyścigi to do tej pory, a ścigam się już 6 lat, a mama była na moich 3-4 wyścigach. Tak więc, bardzo rzadko mnie odwiedza na torze.

Widać w Tobie bardzo dużą wszechstronność jeśli chodzi o pojazdy, którymi się ścigasz, powiedz nam, jakim rodzajem aut teraz jeździsz?

Ten rok to dla mnie duże wyzwanie, bo będę przesiadała się, będę żonglowała w zasadzie trzema samochodami. Startuję w dwóch seriach wyścigowych: VW Golf Cup i Audi Sport TT Cup. Obydwa auta są to samochody przednionapędowe. Jeśli chodzi o Audi to wyjściowo ma 310 KM plus Push-To-Pass, który daje samochodowi około 40 KM więcej. W przypadku Golfa samochód ma 260 KM i też ma ten magiczny czerwony guzik na kierownicy, zwany właśnie Push-To-Pass i Golf ma wtedy 50KM więcej. Poza tym mam mój tzw. Show Car, to nowy nabytek, moja perełka „Leoś”, Seat Leon Reiser, którym również mam zamiar w drugiej połowie sezonu testować i przygotowywać się juz do przyszłego roku. Także staram się być kierowcą jak najbardziej wszechstronnym, kompletnym i móc żonglować tymi samochodami, przesiadać się z jednego w drugi, dostosowywać się do nich szybciej.

Powszechnie uważa się, że sporty motorowe to domena mężczyzn. Czy oprócz Ciebie spotykasz na torze wiele kobiet, które mają podobną pasję?

 To zdarza się raczej rzadko. W przypadku Golfa jestem jedyną kobietą startującą. Jeżeli chodzi o Audi jest nas dwie. Jestem ja i moja koleżanka ze Szwecji, której imię brzmi Michaela. Będzie to pierwszy raz w mojej karierze, kiedy startuję w pucharze w tej samej kategorii z jakąś dziewczyną. Także nowość, bo w kartingu byłam jedyna, potem w F4 w Wielkiej Brytanii też nikogo nie było i w Golfie podobnie. Dlatego będzie to sprawdzian dla nas i coś nowego.

Oczywiście można pogratulować Ci olbrzymiej odwagi, że w zasadzie, jako pionierka tej dyscypliny wśród kobiet odważyłaś się zasiąść za kółko i rywalizować z mężczyznami. Powiedz, czy bywały takie sytuacje, kiedy brałaś udział w wyścigach i bałaś się, czy miałaś sytuację niebezpieczną, w której czułaś strach?

Sytuacje niebezpieczne oczywiście, że miałam. W zasadzie na każdym wyścigu, na każdym treningu jest jakaś sytuacja, którą można zaliczyć do tej z rodzaju niebezpiecznych. Aczkolwiek wsiadając do auta, startując w wyścigu to nie ma miejsca na strach. Strach jest czymś, co cię blokuje, co nie pozwala ci przyspieszać, nie pozwala ci balansować na tej granicy przyczepności toru, samochodu, opony. Także nie, nie boje się. Jeżeli bym się bała to bym nie była szybka.

Co wspominasz najlepiej? Jaki sukces? Co w zasadzie lubisz najbardziej w  tej dyscyplinie?

Najlepiej na pewno wspominam zdobycie tytułu Mistrza Polski w kartingu w 2011 roku. To był naprawdę rok bardzo ciężkiej pracy. Mieliśmy 24 starty. Poza tym był to jeszcze rok, kiedy przygotowywałam się do matury. Także to było jeszcze dla mnie spore wyzwanie i kiedy po tym całym sezonie udało się zdobyć tytuł mistrza Polski to radość i satysfakcja były niesamowite. To są chwile, których się nie zapomina i chwile, dla których warto jeździć. Ale poza tym, co jeszcze dobrze wspominam i co też traktuję, jako mój duży sukces to podium podczas jednej z rund Mistrzostw Włoch, to było moje pierwsze podium zagranicą, kiedy dojechałam na 3 miejscu.

Czy to adrenalina jest tym czynnikiem, który tak motywuje Cię do startów i który uwielbiasz, czy są również, jakieś inne odczucia, dla których to robisz?

Na pewno adrenalina jest tutaj czymś, co mnie nakręca, co lubię czuć, kiedy wiem, że coś się dzieje, akcja, reakcja, koncentracja, tak wtedy jest bardzo przyjemnie. Ale to, co mnie nakręca i też motywuje do dalszej jazdy to jest to, że widzę ciągły progres, w sposobie jeżdżenia, pojmowania samochodu, w zrozumieniu konkretnego toru, konkretnej techniki jazdy. To właśnie pozwala mi, tak no przyspieszać, być zmotywowaną i osiągam te cele, które sobie zamierzę.

Powszechnie wiadomo, że aby być dobrym w jakiejś dyscyplinie trzeba na to dużo pracować, poświęcać czas, jak jest w Twoim przypadku, jak potrafisz sobie radzić z łączeniem życia prywatnego i pasji, jaką są sporty motorowe?

Życie prywatne z pasją, ciężko mi odpowiedzieć, gdyż na tym etapie motor sport zdeterminował całe moje życie. Także nawet moje życie prywatne jest powiązane z tym życiem sportowym i życiem zawodowym. Grupa moich przyjaciół to są osoby oczywiście związane z wyścigami. Osoby ścigające się, czy będące mechanikami, czy pasjonatami motor sportu, także jest to ściśle powiązane. I też, jeśli zapytana jestem o hobby to też wiadomo mam tam coś, no nie wiem, lubię na strzelnicę pójść, ale też odpowiem, że moim hobby jest karting, także też ściśle związany z tym, co robię. Co prawda teraz ścigam się w samochodach turystycznych, ale czas wolny lubię spędzać na hali kartingowej, w miejscu gdzie zaczynałam, bo tam znajduje dla siebie jakieś takie odprężenie. Także podsumowując, życie zawodowe z tym prywatnym bardzo się przeplata.

Wspomniałaś o znajomych, przyjaciołach, z tego, co wiem, jednym z Twoich kolegów klubowych jest obecnie Jerzy Dudek, jak udaje się współpraca?

Bardzo dobrze, Jurek jest naprawdę niesamowitym człowiekiem. Jurek jest prawdziwym sportowcem. Wie, co to znaczy ciężko pracować, co to znaczy trenować i widać to właśnie w tym roku po pierwszych testach, które mieliśmy na Slovakia Ringu, jak Jurek, jako kierowca przyspieszył. W zeszłym sezonie, to był jego pierwszy sezon pełny w VW Castrol Cup Jurek jechał na końcu stawki, no bo nie ma tutaj co ukrywać. Jeżeli przychodzisz z w pewnym sensie z ulicy, wsiadasz za kierownicę, to nie będziesz mistrzem po 5 czy 6 okrążeniach. Musi to być poparte ciężką pracą, analizą na symulatorze. I tutaj Jurek jest świetnym przykładem na to, że jeżeli się chce to tak, to można stać sie szybkim i w tym sezonie wydaje mi się, że Jurek już może kąsać. Tak, więc pierwsza dyszka jest w jego zakresie umiejętności. A poza tym jeszcze w zeszłym sezonie z Jurkiem mieliśmy wspólnego patrona, bo mnie, Jurka i Janka Kisiela wspierał Castrol, także też mieliśmy przez to przy okazji sesji, jakichś konferencji kontakt bezpośredni ze sobą i przyznam, że jest naprawdę fantastycznym człowiekiem.

Jak udaje się łączyć rywalizację na torze z koleżeństwem poza wyścigami. Czy da się rozgraniczyć jedno z drugim? Czy ta rywalizacja nie wpływa też na kontakty z tymi osobami?

Oczywiście, że wpływa. Wpływa i to bardzo. Kiedyś Robert Kubica powiedział, że jeżeli chce się mieć przyjaciela w padoku F1 czy jakiejkolwiek serii wyścigowej to najlepiej jest kupić sobie psa no i nie ma co ukrywać, tak po prostu jest. Oczywiście poza torem tak, no rozmawiamy ze sobą, ale nie przyjaźnimy się, nie ma zażyłych relacji między nami kierowcami. A jeszcze, kiedy dochodzi do tego ta walka, kiedy już wsiadamy do samochodu, zamykamy kask, to nie, wtedy nie jesteśmy przyjaciółmi, znajomymi tylko po prostu rywalami.

Czy możesz opowiedzieć trochę o swoich przygotowaniach do startu? Z tego, co wiem kierowca musi dbać by jego waga była jak najmniejsza i sprawność fizyczna wydawałoby się, że w samochodzie nie gra to roli, bo auto można powiedzieć za nas jedzie, ale jednak siła i pewien refleks są konieczne w tego typu sporcie, jak to trenujesz?

Trening, moje przygotowanie psychomotoryczne, przygotowanie fizyczne jest nierozłącznym elementem. Najbardziej na mojej fizyczności skupiam się oczywiście w przerwie zimowej, kiedy to nie ma wyścigów, mam jedynie studia, no i wtedy 4-5 razy w tygodniu jestem na siłowni i ciężko trenuję. Mam specjalny program ćwiczeń ułożony przez mojego trenera. Są to ćwiczenia oczywiście też siłowe, takie funkcjonalno-ogólnorozwojowe, ale to, nad czym pracujemy to też jest koncentracja, refleks i bezbłędność w podejmowaniu decyzji. To jest to, nad czym się skupiamy. Także na obecną chwilę, kiedy mam sezon wyścigowy to wiadomo, siłownię odwiedzam rzadziej gdyż dużo czasu spędzam jednak na torze, ale 3 razy w tygodniu staram się jednak ćwiczyć. Poza tym, że trenuję na siłowni, to również biegam, co tez jest świetne jeśli chodzi o kondycję. Miałam również szansę w zeszłym roku wystartować w moim pierwszym półmaratonie. Ale nie takim zwykłym, bo zwykłe bieganie mnie nudzi, więc jak biegam to biegam z przeszkodami, coś na zasadzie takich biegów przetrwania, to się nazywało Spartan Race. Poza tym czasem gram w squasha, odwiedzam strzelnicę, pozwala mi to trenować oddech, żeby jak najbardziej uspokoić się przed startem. Wydawałoby się, że samochód wszystko za nas robi, że tylko sobie siedzimy i po prostu jedziemy, a tu nie. Tu jednak trzeba mieć siłę, bo samochód czujemy całym ciałem, a najbardziej, po prostu naszą pupą. Musimy przez to być w bardzo dobrej pozycji w samochodzie. Mieć tutaj cały brzuch, mięśnie skośne wszystko napięte, aby móc poprawnie odczytywać to co samochód nam przekazuje. To przy tym pomaga nam również siłownia.

Czy wobec tak dużej ilości czasu poświęconej na ten sport, wiążesz z nim przyszłość i chciałabyś całe swoje życie, całą swoją karierę związać właśnie ze sportami motorowymi?

Tak, zdecydowanie tak. Teraz to ja się ścigam, jestem czynnym kierowcą, jestem kierowcą wyścigowym, ale zdaję sobie sprawę, że przez całe życie jeździć nie będę. Dlatego w takiej dalszej, dalszej, dalszej przyszłości, za 10-15 lat, kiedy skończę karierę czynnego zawodnika to tak, mam w planach, że będę zajmować się młodszymi kierowcami i pomagać im kreować ich ścieżkę tej motor sportowej kariery. Bo ja kończąc gokarty nie wiedziałam w którą stronę pójść, czy mam przesiąść się  do formułek, do Single-Seaterów, czy od razu pójść w samochody turystyczne. Nie miałam kontaktów, doświadczenia i dlatego chciałabym właśnie tym młodym kierowcom, szczególnie właśnie w Polsce pomóc tę decyzję podjąć. Czy formułki, czy samochody, jeżeli samochody lub formułki, to jaka seria. Wydaje mi się, że z takim już zebranym doświadczeniem będę w stanie służyć im pomocą.

Jaki cel i marzenie teraz przed Tobą?

Na następne 3 lata na pewno skupie się na samochodach turystycznych i przednionapędowych. Chce dopracować tego mojego przednionapędowego skilla, a na ten sezon chcę każdy wyścig pojechać tak szybko jak tylko będzie to możliwe. Tak szybko jak ja sobie na to pozwolę i jak pozwoli mi na to samochód?

Czy możesz teraz naszym młodym czytelnikom, słuchaczom doradzić, w jaki sposób mogą również osiągnąć sukces w swoim życiu?

Na pewno muszą znaleźć to, w czym będą się spełniać, to co będą kochać, co będzie sprawiało im przyjemność, coś co będzie powodowało, że na samą myśl o danej rzeczy, danej pasji, sporcie, samochodzie, poczują te motylki w brzuchu, takie właśnie, jakie ja czuję w zasadzie przed każdym startem, są to takie motylki połączone ze stresem, tylko nie negatywnym stresem, tylko takim pozytywnym, nakręcającym, który sprawia, ze chce jeszcze i więcej. Też mogę przekazać im, Wam, moje motto, które mi pomaga, czyli po prostu „Always Banana”, cały czas uśmiech na twarzy i bez względu na to czy dojedziemy pierwsi, czy ostatni, czy nie dojedziemy, bo tak się też zdarza i niezależne jest to od nas, to cały czas musimy mieć ten uśmiech na usta i walczyć o siebie i swoje marzenia.

 

Rozmawiał: Krzysztof Dziwisz

k.dziwisz@mazowszanie.eu 21-4-2015
Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text