Województwo mazowieckie

Kilka godzin z życia… osadzonych
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 24 luty-4 marzec 2015
ilustracja

Niedziela, 8 lutego 2015 roku okazała się być dniem, w którym tuż przed południem, ponad dwudziestoosobowa grupa ludzi została wpuszczona do budynku Aresztu Śledczego w Płońsku. A wszystko po to, aby móc przekonać się na własnej skórze jak wygląda życie po drugiej stronie muru. Jak bardzo ten  świat za kratami, różni się od świata wolnego człowieka.

Wejście. Już na samym wstępie ochotnicy doświadczyli rutynowych działań funkcjonariuszy SW, którzy zarekwirowali im dowody osobiste.

Biuro przepustek. Wcale nie lepiej - odbyło się przeszukanie śmiałków. Należało zwrócić nie tylko telefony komórkowe, ale i przedmioty wykonane z metalu.

Następny przystanek to świetlica centralna. Tu na ochotników czekał z powitaniem dyrektor miejscowego AŚ, Sławomir Biliński, wraz z towarzyszącą mu ppłk Grażyną Bartosińską - zastępcą szefa Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Warszawie, który organizował dzień otwarty. 

Przedstawione zostały także informacje na temat programu autorskiego Okręgu, który pod nazwą ,,Więzienie – stracony czas” jest realizowany m.in. w płońskim areszcie. Śmiało można pochwalić się liczbą osób odwiedzających placówkę przy ulicy Warszawskiej, która równocześnie jest miejscem kaźni ofiar zbrodni hitlerowskiej. W ciągu ostatnich trzech lat, w ramach godzin wychowawczych, przybyło tu ponad półtora tysiąca zwiedzającej młodzieży. Zarówno tej młodszej - uczniowie gimnazjów, jak i tej starszej – licealistów. Jak powiedział Sławomir Biliński: „Wychodzą od nas zszokowani i przestraszeni, co uważamy za bardzo pozytywny objaw, bo o to przecież chodzi, aby wiedzieli co czeka ich, jeżeli wejdą w konflikt z prawem". 

Zwiedzającym zaprezentowano filmik, który przedstawiał historię jednostki najmniejszej spośród placówek penitencjarnych okręgu, ustaloną na rok 1898. Uczestnikom projektu społecznego pod hasłem ,,(Nie)poznane w więzieniach” przedstawiono skromny ekwipunek, który otrzymuje skazany. Znalazły się w nim takie rzeczy jak: plastikowe naczynia i sztućce, dwa koce z ręcznikiem, piżama, para czarnych butów i ubranie dla przestępców szczególnie niebezpiecznych. 
Aby trafić do celi przejściowej o malutkiej powierzchni, bo zaledwie 8,5 mkw. na oddziale I, trzeba było minąć łaźnię i pralnię. W tym miejscu padło ostrzeżenie od dyrektora Bilińskiego, ażeby nie zaglądać przypadkiem przez wizjer do innych więziennych cel, bo to nie zoo... Wiadomo. Żaden człowiek, bez znaczenia, czy skazany czy na wolności, nie chce się czuć jak małpa w klatce, którą wszyscy oglądają. Wystarczy, że klatka już jest.


W następnych krokach napotkano funkcjonariuszy z pionu ochrony. Ci z kolei, mieli bezpośredni kontakt z aresztantami. - Atrybuty izolacji więziennej nie dotyczą tylko samych osadzonych, ale i mundurowych. Dźwięk otwieranych i zamykanych krat, małe pomieszczenia, poczucie odseparowania, to wszystko dotyka i nas. To bardzo trudna i odpowiedzialna praca – oceniła ppłk Grażyna Bartosińska. - Wszystko nastawione jest na jedno, każdy z nas uczestniczy w procesie ,,naprawiania” skazanego, jego resocjalizacji
Po otwarciu kolejnych krat, uczestnicy znaleźli się na jednym z trzech niewielkich spacerniaków, na których, na środku placu umieszczona była ławka.

Została jeszcze wizyta w tzw. kompleksie penitencjarnym. W tym miejscu skazańcy spędzają wolny czas, a co niektórzy szykują się do wyjścia na wolność.

- Te nasze prewencyjne działania mają na celu pokazać, że areszty i zakłady karne to instytucje społeczne, gdzie, mimo pozbawienia naszych podopiecznych wolności, tętni życie – mówi ppłk Grażyna Bartosińska. - Chodziło nam o odkrycie przed zwiedzającymi wielowymiarowości naszego ośrodka - dodaje.

Czy to się udało? Dawid Turowiecki z Nowego Kuriera Płońskiego zapytał o to panią Monikę, która wraz z koleżanką, ze względu na ogromne zainteresowanie projektem nie dostała się na listy ochotników wizytujących jednostki stołeczne, postanowiła przyjechać z Warszawy do naszego miasta. - Jestem pozytywnie zaskoczona ilością zajęć i sposobów resocjalizacji więźniów. Widać, że służby więzienne aktywnie działają, co przekłada się również na zaangażowanie skazanych w pracę na rzecz społeczeństwa. Można obalić mit, że więźniowie tylko siedzą w celach i się nudzą – twierdzi Monika Antonowicz, która wyraziła chęć udziału w finałowym etapie projektu, polegającym na wylosowaniu ok. 10 osób, które spędzą kilka godzin w zakładzie na Białołęce, w roli osadzonego.

Anna Piórkowska 27-2-2015

autor: Łukasz Dąbrowski

zdjęcie: Anna Piórkowska

Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text