Województwo mazowieckie

Jeśli nie realizujemy swoich celów, realizujemy cele innych
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 17 kwiecień 2015-30 kwiecień 2017
ilustracja

Coaching to nie terapia, coach to też nie doradca. Nie daje rozwiązań. Zaprasza klienta do podróży do siebie samego, bo tylko klient wie, co jest dla niego ważne, dobre i jak chce się czuć. Coach towarzyszy klientowi, ale niczego za niego nie rozwiązuje – mówi coach Anna Eder.

Jesteś coachem.

Jestem.

Coachem się jest czy się zostaje?

Coachem sie zostaje. Wrodzone predyspozycje do zadawania pytań nie wystarczą (śmiech). Coach stosuje techniki i narzędzia, których najpierw potrzebuje się nauczyć. Przede wszystkim sam powinien przejść przez proces coachingu, być pod opieką mentorów i uczestniczyć w superwizjach. Nie wystarczą dwudniowe kursy.

 

Czyli ile trwała ta droga, którą na razie przeszłaś?

Mniej więcej dwa lata.

 

Jak kolejne, np. podyplomowe studia…

Tak, coach to zawód, który wymaga zarówno szkoły, zdania egzaminu, jak i i zdobycia akredytacji. Ja jestem coachem EMCC [European Mentoring & Coaching Council – przypis red.], co oznacza, że stosuję się do kodeksu etycznego tego stowarzyszenia oraz że mam nad sobą komisję.

Dzisiaj coaching jest modny. Rynek jest pełen zarówno dobrze przygotowanych do tej pracy coachów, jak i pseudocoachów. Warto zatem być uważnym i sprawdzać wykształcenie coacha, którego wybiera się do współpracy. 

 

Co trzeba wiedzieć o coachingu, gdy szukamy pomocy?

Coaching nie jest edukacją, ale bazuje na doświadczeniu. Coach – jak mówi ten, który mnie coachingu nauczył – to przebudzacz. To klient znajduje odpowiedzi na swoje pytania i dylematy. Coach umiejętnie mu w tym towarzyszy, stojąc obok. Ma do dyspozycji różne narzędzia i techniki. Jedni posługują się tylko pytaniami, a inni – w tym ja – pracują z klientem w przestrzeni, zmieniając mu perspektywę widzenia tego, z czym do mnie przychodzi.

A jeśli pytasz, co jeszcze trzeba wiedzieć, to powiem z całą pewnością, że coaching działa. I patrząc na moich klientów, a także na siebie samą mogę nawet dodać, że działa bardzo (śmiech).

 

Czy to była dla Ciebie skomplikowana ścieżka?

Po ukończeniu Akademii Trenera Biznesu, którą robiłam jeszcze w pracy w korporacji, korzystając przy tym ze środków unijnych z POKL. Stosowałam metody coachingu narzędziowego (on the job). To było duże i bardzo ciekawe wyzwanie. Dobrze czułam się w roli coacha, ale szybko też poczułam potrzebę rozwinięcia moich kompetencji. Zdecydowałam się więc na szkołę coachingową, w której zrobiłam certyfikaty Coach Praktyk Biznesu (CPB) i Master&Team Coach (MTC). Myślę, że to był punkt zwrotny w moim zawodowym życiu. Andre Gida powiedział: „Nie odkrywa się nowych lądów, bez zgody na utratę widoku linii brzegowej na jakiś czas”. Ja swoje lądy odkryłam.

 

To ten element dochodzenia do bycia coachem, w którym sama poddajesz się pewnym procesom?

W pewnym sensie tak. Nie wyobrażam sobie, żeby w tej sytuacji nie poznać bardziej siebie. To doświadczenie nie tylko przygotowało mnie do roli coacha, ale przede wszystkim uzyskałam dostęp do siebie, swoich zasobów, talentów, wartości i umiejętności. Człowiek może być wykształcony (przecież skończyłam wcześniej studia wyższe o podobnym profilu), przejść wiele doświadczeń życiowych i nadal nie uświadamiać sobie wielu rzeczy na własny temat. Zwłaszcza, że żaden z momentów w naszym życiu to nie jest moment docelowy, to nie jest osiągnięcie czegoś stałego. Komplikacja mojej ścieżki wynikała nie z trudności i zawiłości wiedzy, którą potrzebowałam sobie przyswoić, a raczej z odkrywania samej siebie. 

Dziś jestem Master&Team Coachem, ale przede wszystkim dziś jestem sobą i w zgodzie ze sobą.

 

Zostawiłaś też pracę w korporacji. To efekt procesu, który przeszłaś?

Tak. Co nie oznacza, że każdy, kto skorzysta z usług coacha, zrezygnuje z dotychczasowej pracy.

To akurat była moja droga. Tej decyzji nie podjęłam z dnia na dzień. Bardzo dużo się w mojej korporacji nauczyłam, a przede wszystkim miałam naprawdę fajnych szefów. Nie mam wątpliwości, że to dzięki nim jestem dzisiaj tu, gdzie jestem. Dyrektor departamentu, w którym pracowałam to odważny człowiek (śmiech). Nie tylko wspierał mnie w rozwijaniu mojej ścieżki zawodowej, ale jeszcze zaufał mi na tyle, że wszystko to, czego się uczyłam, mogłam od razu przekładać na praktykę pracy rozwojowej z ludźmi – na sali szkoleniowej lub w coachingach indywidualnych.

Spędziłam kilka lat w miejscu, które nie tylko dawało mi poczucie finansowego bezpieczeństwa, ale w którym mogłam się też rozwijać. W dodatku wspierana przez ludzi, którym zawsze będę za to wsparcie wdzięczna. Jednak decyzja o odejściu z korporacji dojrzewała razem ze mną. Pracując już jako coach, mając swoich klientów poza korporacją oraz współpracując z jedną firmą szkoleniową, zrozumiałam, że nie dam rady robić wszystkiego naraz. Postanowiłam spróbować bycia „na swoim”. Dzisiaj nie żałuję tej decyzji.
 

Nie bałaś się?

Gdybyśmy się niczego nie bali, nie mielibyśmy granic. Strach to informacja, ode mnie, mojego ciała do mnie. Strach może uratować nas przed niebezpieczeństwem, zagrożeniem, ale może też powstrzymywać nas przed zmianą na lepsze. Boimy się na przykład zmienić pracę. Myślimy wtedy: „Teraz o pracę trudno, może sobie nie poradzimy, to juz lepiej zostać tam, gdzie się jest, choć praca ani zarobki nas nie satysfakcjonują”. Dobrze, że się boimy, lepiej jednak w lęku nie pozostać.

Kiedy odczuwamy lęk przed nowym, przed zmianą, przed nieznanym, dobrze jest zadać sobie pytanie, czego tak naprawdę się boję. Strach i lęki towarzyszą nam od zawsze, często mają źródła w dzieciństwie. Jak nam ktoś ciągle powtarza, że sie do czegoś nie nadajemy albo że ciągle musimy na siebie uważać, albo że coś nam kiepsko wychodzi, to w końcu zaczynamy w to wierzyć. To staje sie naszym przekonaniem o nas samych. Wchodzimy w dorosłość zaopatrzeni w lęki, które powstrzymują nas przed zmianą, rozwojem zawodowym, a często nawet przed realizacją własnych marzeń. Zmiana przekonań to sposób na oswajanie i redukcje lęku.

 

Ale jak zmienić przekonania? Są z nami od zawsze.

Na przykład pracując z dobrym coachem (śmiech). To prawda, że przekonania są nam pozornie najbliższe. Warto jednak spojrzeć na to racjonalnie. Na przykład według M.C. Maultsby, 80 proc. tego, czego się obawiamy, nigdy się nie wydarzy. Na 8 proc. tego, co się wydarzy, nie będziemy mieli żadnego wpływu. Pozostaje już niewiele, a z tą niewielką częścią większość z nas potrafi sobie znakomicie poradzić.

Natomiast warto sobie postawić pytanie, co mam zamiar zrobić z własnymi strachami...

 

A jakie są opcje?

Choćby zadając sobie trzy pytania: Czy moje przekonanie (stwierdzenie lub myśl) jest zawsze prawdziwe? Jak się czuję, kiedy w to wierzę? Jakbym się czuł lub czuła, gdyby ta myśl nigdy się nie pojawiła w mojej głowie? To model Katie Byron, z którego zawsze możemy na szybko skorzystać.

 

Zmiana pracy nie musi być więc postrzegana jako coś niewyobrażalnego?

Nie musi. Łatwiej nam jest powiedzieć, czego nie chcemy, niż wyobrazić sobie to, co chcemy w zamian. Jeśli nie wyobrażam sobie zmiany pracy, to dochodzi pytanie, czego tak naprawdę sobie nie wyobrażam. Jeśli wszystko mi odpowiada, zmiana nie jest potrzebna. Kiedy już wiem, czego chcę i mam dostęp do swoich potrzeb, wtedy mogę wyobrazić sobie zmianę. I podejmuję decyzję.

Tak w ogóle – niewyobrażenie sobie zmiany pracy często jest też samo w sobie przekonaniem. Przekonanie może nas wspierać lub nie wspierać. Te niewspierające działają jak hamulce. A co, jeśli moglibyśmy być w zupełnie innym miejscu, gdyby nie hamulce w naszych głowach? Jeśli nie realizujemy swoich celów, realizujemy cele innych. Czy tego chcemy? Warto nauczyć się stawiać swoje cele i sprawdzać ich realność. Dobrze jest też odpowiedzieć sobie na pytanie, co jak tak naprawdę muszę.

Powiedzmy, że dochodzimy do decyzji zmian w kwestiach pracy. Czy dotyczy to tylko tej zawodowej części naszego życia?

Taka zmiana nie byłaby możliwa. Źródło zmiany myślenia jest zawsze w nas samych. Oczywiście w zależności od tego, jaki mamy dostęp do swoich zasobów, umiejętności i jak dobrze zdajemy sobie sprawę z naszych wartości, takie podejmujemy decyzje. Jesteśmy albo w zgodzie ze sobą, albo ciągle nam coś nie pasuje. Jak nie pasuje, to warto poszukać, o co chodzi. Jeśli nie możemy odnaleźć się w pracy, to trzeba sobie odpowiedzieć na przykład na pytanie o to, czy może polityka firmy jest sprzeczna z moimi wartościami, z tym, w co wierzę, z moją misją. Wtedy jest moment, aby zastanowić sie nad zmianą. Świadomość samego siebie definiuje nas zawodowo. Źródłem myślenia zatem jest moja własna wiedza o sobie samym.

 

Ale czy może się to odbić na innych dziedzinach życia?

Jak najbardziej może. Pytasz mnie o to, czy przekłada się na przykład na relacje z najbliższym otoczeniem? W pewnym sensie tak. Jeśli stajemy się bardziej świadomi tego, kim i jacy jesteśmy, jeśli potrafimy określić swoje cele, to tych odkryć nie da się okiełznać i zamknąć tylko do spraw zawodowych. Zresztą te zmiany naszego myślenia zostaną zauważone przez innych, bo za nimi pójdą nowe życiowe decyzje.

 

Wróćmy jeszcze do „bycia na swoim”. Mówiłaś, że nie żałujesz tej decyzji. Czy jest łatwiej?

Bycie na swoim wiąże się z umiejętnością organizacji czasu własnego, a to w moim przypadku duże wyzwanie (śmiech). Korporacja czy stały etat w innym miejscu to ten typ pracy, gdzie ktoś wyznacza godziny pracy, przydziela zadania, cele, potem z nich rozlicza, zapewnia narzędzia do pracy, a na koniec miesiąca wysyła przelew. Na swoim sama decyduję o sobie, sama sobie wyznaczam cele, ale też sama muszę zabiegać o swoje finanse, projekty, klientów.

Trzeba sie nauczyć samodzielności i samodyscypliny. Zwłaszcza jeśli biurem jest twoje własne mieszkanie. Bywa tak, że telefon milczy i nie ma projektu, ale potem robi sie ciasno w kalendarzu i trzeba to wszystko jakoś logistycznie poukładać. Jednak poczucie, że daję radę i mam coraz większą satysfakcję z tego, co robię jest nieporównywalne z niczym, co robiłam zawodowo wcześniej.

 

A jakie projekty prowadzisz?

Na przykład związany z różnicami kulturowymi w biznesie, team coaching dla innych narodowości, projekt dla dużej firmy ubezpieczeniowej i jednocześnie czekam na rozstrzygnięcie kolejnych kilku przetargów, w których brałam udział. Prowadzę też projekty dla indywidualnych klientów – od przepełnionej dylematami mamy po prezesa dużej firmy. Z coachingu korzystają osoby w różnym wieku, z różnych grup zawodowych. Mam więc radość z tego, co robię. Bo wierzę w to, że coaching działa.

A gdzie można znaleźć kontakt do ciebie?

Na przykład na portalu DobryCoach.pl.

Dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję.

h.maliszewska@mazowszanie.eu 21-4-2015
Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text