Województwo mazowieckie

Jak zbudować porozumienie w zespole?
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 6 maj-30 wrzesień 2015
ilustracja

Jaki typ zarządzania określiłby Pan jako najlepszy? Czy istnieje coś takiego jak najlepsza metoda zarządzania?

 

Pracowałem w kilku typach firm, również jako pracownik, a teraz jako pracodawca dlatego moje spojrzenie na proces zarządzania w firmach jest znacznie szersze. Jestem bowiem w stanie zrozumieć obydwie strony: i pracodawcę, i pracownika.

 

Pracodawca powinien mieć jasno sprecyzowaną wizję tego, co ma zamiar dokonać w swojej firmie, ale nie myślę tu tylko o działaniach mających na celu sprzedaż produktu lub usługi. Należy spojrzeć na rezultaty – zacząć od celu działania firmy, ale skończyć na pracownikach: w jakim są wieku, z jakich pochodzą środowisk, jaki typ komunikacji w zespole jest najlepszy dla wzajemnego zrozumienia. Ponieważ tak naprawdę od tego, na ile dobrze rozpoznam mój zespół, na ile się porozumiemy, zależy wspólny sukces.

 

Moja wizja uwzględnia również pomysły moich podwładnych. Od tego mogę zacząć budować sukces mojej firmy. Mój typ zarządzania określam jako budowanie firmy na zasadach rodzinnych. To nie oznacza, że zatrudniam osoby z rodziny, ale że buduję relacje wewnątrz firmy, realizując w niej podejście „ojcowskie”. Przez lata zaobserwowałem, że właśnie taka atmosfera stwarza dla zespołu najbardziej neutralną i komfortową sytuację do pracy.

Jestem zwolennikiem zaprzyjaźnienia się z pracownikami, poznania ich sytuacji życiowej. To, że kończę pracę o określonej godzinie, nie oznacza, że sprawy zawodowe nie wpływają na moje życie osobiste. Jedno przeplata się z drugim, podobnie jest z każdym z nas.

Czy złota metoda zarządzania to zaprzyjaźnienie się z pracownikami?

Tego bym tak nie nazwał, chodzi raczej o umiejętność słuchania drugiego człowieka, a to jest możliwe wtedy, kiedy się z kimś przyjaźnisz. Wtedy masz możliwość słyszeć, co on ma do powiedzenia, i też zostać wysłuchanym. Nie narzucasz swojej wizji.

Tak, ale dla pracodawcy już samo bycie nim sprawia, że zostaje słuchany i wizję narzuca.

Tak, ale nie zawsze jest usłyszany czy wysłuchany, o czym rozmawialiśmy na początku. Dobra współpraca to także bycie autorytetem i ciągłe poszukiwanie autorytetów.

Temu, kto nie chce słuchać, być posłusznym, nie po drodze z żadnym pracodawcą.

Jeżeli pracownik przychodzi do firmy i na samym początku ustawia siebie wysoko,  określając wymagania, jakie to pracodawca powinien dla niego spełnić, to na pewno nie zdobędzie zaufania u swojego przyszłego szefa, a ten nie nawiąże z nim relacji przyjacielskich. Nie mówią jednym językiem.

Powiedział Pan o budowaniu wizji przez relacje przyjacielskie z pracownikami, bycie dla nich autorytetem. Proszę powiedzieć, jak Pan te cele realizuje w praktyce, jak wygląda dzień w Pana firmie.

Codziennie rano spotykam się z moim zespołem, ustalamy bieżący plan dnia, oni opowiadają, na jakim etapie są realizowane zadania, czy występują problemy. Jeśli tak, to przedstawiają mi je i omawiamy je wspólnie, pytam o ich opinię, propozycje rozwiązania sytuacji. Z doświadczenia widzę, że to moje zaangażowanie w czasie tych codziennych spotkań procentuje w przyszłości, np. wyeliminowaniem konfliktów czy niezrozumienia zakresu zadań, jakie zostały im powierzone.

W jaki sposób buduje Pan autorytet?

To dzieje się w naturalny sposób, podobnie jak z dziećmi. Jeśli są wychowane w systemie sztucznych zakazów czy nakazów, to nie wybuduje w nich siły i poczucia odpowiedzialności, wychowują się poprzez obserwacje, nieświadome naśladowanie rodziców. Nawiązując do początku naszej rozmowy, mówiąc o  systemie ojcowskim, szef musi być najlepszy w tym, co robi. Jeśli np. zarządzam zespołem sprzedawców, to powinienem pojechać na spotkania z przyszłymi sprzedawcami, pokazać im, w jaki sposób prowadzić spotkanie, zaprezentować produkt, jak rozmawiać z klientem. Samo danie polecania: „A teraz masz to zrobić sam” nie przyniesie długotrwałych rezultatów, a dodatkowo może spowodować po kliku nieudanych spotkaniach zniechęcenie pracownika i osłabienie wizerunku firmy. Zarządzający powinien być przykładem, tylko wtedy ma szansę stać się autorytetem. Ryba psuje się od głowy.

Zarządzanie określam wg czterech zasad:

1. Specyfikacja, czyli dokładne poznanie zakresu produktu usługi.

2. Przestrzeganie reguł – jeśli zostały ustanowione, to muszę ich przestrzegać przede wszystkim jako szef, wtedy inni będą się do nich stosować.

3. Bycie przykładem.

4. Stwarzanie przyjacielskiej atmosfery.

Powiedział Pan o spotkaniach, które odbywają się codziennie mógłby Pan wskazać jak motywować zespół?

W pracy jest zasada mogę to zrobić ale nie muszę, jeśli wiem z jakim zakresem pracy mają do czynienia moi podwładni mogę znając drugą stronę ich poprowadzić, motywować ale nie zmuszać. Druga kwestia to sprecyzowanie celów.

Nawiązując do tego, o czym Pan powiedział, moi rozmówcy wspominają o wielkim znaczeniu życia prywatnego dla sukcesu zawodowego. Czy zgadza się Pan z tym stwierdzeniem? Czy te dwie sfery można oddzielić?

Tak, potwierdzam. Dom to bezwzględnie enklawa i w tej sferze również należy się strać o budowanie relacji. Ta sfera życia jest na tyle ważna, że jeśli w pracy dbam o firmę i o zespół, to poza nią powinienem jeszcze bardziej. Jedna sfera wpływa na drugą.

Podobnie jak w życiu osobistym otaczamy się osobami o podobnych do nas wartościach, w pracy powinno być tak samo. Podobieństwo mentalności, wizji życia… Wtedy zespół identyfikuje się z tym, co mu przedstawiasz, inni widzą sens tego, co robisz.

Dodatkowo zawsze przed sobą należy mieć autorytet, „wzory” do naśladowania, czy jestem szefem firmy, czy prezesem zarządu. To pozwala zachować dystans i być pokornym przed wiedzą bardziej doświadczonych i mądrych ludzi. Zarządzanie to przyjęcie minimum oczekiwań, ale wypełnienie określonego celu. 

Rozmawiała: Sara Wola

Anna Kapuścińska 6-5-2015
Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text