Województwo mazowieckie

FELIETON KULTURALNY: Tu się nie śpi
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 23 lipiec 2015-16 lipiec 2016
ilustracja

Hotel to dla kina bardzo ważne miejsce. Niby wszystkie są jak supermarkety , „wszystkie takie same ale jednak każdy inny”.  Można to także powiedzieć o kościołach: świątynie do dyskontów porównał  nawet powyższym cytatem bohater filmu Głośniej od Bomb, Przemysława Wojcieszka, ale nie miał racji.

Każdy reżyser to powie: jeśli już zaplanowano jakieś sceny w hotelu , to odgrywa  rolę – w jakim konkretnie. Rola to czasami pierwszoplanowa, czasem tytułowa jak w Grand Hotel Budapest, Milion dolar hotel, Hotel Rwanda, California , Transylwania. Żeby nie było- główną, pierwszoplanową sopocki  Grand zagrał w dokumencie Marcela Łozińskiego Moje miejsce.

Myśli się „hotel w filmie” i widzi się  te wszystkie  przedziwne samotnie hopperowskie zastygłe w poatomowej katatonii w filmach Jarmuscha i – żeby coś tej offowej wizji kina przeciwstawić – złote krany w apartamentach do których wchodzi wymięty jak ścierka James Bond by w następnej scenie rozbłysnąć sylwetą ogoloną i ubraną w smoking za dwadzieścia tysięcy dolców. W Bondzie zawsze jest potem w takim hotelu seks albo strzelanina ze skośnookimi i dużo tłuczonego szkła. W polskim kinie pierwszą prawdziwą hotelową jatkę zafundował Władysław Pasikowski w Psach. Wnętrze podmiejskiego pensjonatu grają korytarze warszawskiego Mariotta. Takie odważne a’ rebour ponoć.  To podczas scen w których Gajos z rewolweru strzela do byłych ubeków jak do kaczek padają słynne, niewymazywalne z historii polskiego kina słowa „– Masz zabić każdego uzbrojonego skurwysyna zanim on mnie zabije , rozumiesz?”- mówi ubek – kowboj, ubek- James Bond, jedyny sprawiedliwy ubek w Sodomie i Gomorze,  mimo trudnej przeszłości. Strasznie wtedy ekipa Psów uświniła ponoć jeden z mariottowych  pokojów, bo musiano nakręcić faceta z poderżniętym gardłem i potem obciążono budżet pierwszego polskiego postkomunistycznego westernu kosztami wymiany dywanów w całym apartamencie. Na marginesie- te sceny strzelaniny cały czas się bronią, nawet po 20 latach, kamera robi najazdy  z wózka jeżdżącego po długiej szynie szybciej niż latają kule.

Po sukcesie w Psach warszawski Mariott już w zasadzie nie grał. Czasem tylko występowało jego wejście, rozsuwane drzwi, parking. Na przykład w dokumencie pt. Michael Jackson wychodzi do spragnionych jego widoku Warszawiaków w masce malarskiej na twarzy, żeby go dzika mierzwa nie zaraziła jakimś, obecnym w tłumie, zabójczym bakcylem ze wschodu. To było w 1995 roku, nie tylko on myślał o Polsce jak o państwie upadłym - walczącym  o swoje na śmierć i życie  - któremu dopiero co wyszarpnięto dreny komunizmu. Co z resztą miał myśleć ten Jackson, wystarczy uświadomić sobie jaki miał widok z okna na 30 piętrze:  widział  dworzec centralny wielkości paczki papierosów, do środka zaglądała mu Iglica, z oddali majaczył żagiel Hotelu Forum  a wszystko w szerokich, bierutowskich,  Alejach Jerozolimskich. I Tłumy. Las ludzi.  Jak do papieża. No, powiedzmy, że jak do papieża po 2005 roku.

Od Mariottu znacznie częściej grała w filmach Victoria. Prawie tyle samo co wspomniany  Hotel Forum. Oba – Forum i Victoria -  powstały w na początku gierkowskiej Dolce Vity, kiedy to „Orbis” uzyskał zielone światło na budowę hoteli wedle zachodnich standardów. Przetargi nawet były. Na budowę Forum wygrali Szwedzi. Mówiono, że się mszczą za obronę Częstochowy. Na inwestycję zaciągnięto kredyt dewizowy . Uznano że zostanie on szybko spłacony z dochodów dewizowych generowanych przez hotele. Logiczne. Wszakże Warszawa była Wenecją północy i każdy zagraniczniak z zachodu chciał w niej przebywać.  Jednym z najczęściej zadawanych Stanisławowi Barei pytań podczas spotkaniach z fanami  było:  „Czy w Victorii naprawdę istnieje takie przejście którego w <<Misiu>> użył aktor Piotr Pręgowski,  żeby nabrać kierowcę z ekipy „ Ostatniej paróweczki hrabiego Kenta”,  że jada w hotelowej restauracji?” – Proszę iść sprawdzić -odpowiadał przytomnie reżyser, bo pytano podczas spotkań w stolicy. Określa to ówczesny stosunek Polaków do tego typu miejsc. Pełna niedostępność, obiad w cenie pensji, za wysokie progi, co odważniejsi wchodzili obejrzeć recepcję i miętoląc w rękach czapkę, czekali aż ich boy opieprzy i przegoni. I przeganiał. Hotele musiały spłacać kredyt walutowy a nie robić za muzeum luksusu.

W filmach hotele nie służą do spania. Do wszystkiego, tylko nie do odpoczynku. Do Victorii wysypuje się z autokaru drużyna Czarnych z Zabrza w Piłkarskim Pokerze. Największa gwiazda- Józef  Grundol grana prze Mariusza Benoit’a ma dobre 10 kg nadwagi , co nie umknęło podobno ówczesnemu  gwiazdorowi z Górnego Śląska – Janowi  Furtokowi. Mądrze złośliwy wobec naszych piłkarzy  był Janusz Zaorski.  Przy viktoryjskim kontuarze sędzia Laguna wpada na szatański pomysł wzięcia doli od każdego w lidze, z czego wycofuje się w ostatniej chwili z powodu nagłego napadu idealizmu po bramce strzelonej przez młodego Groma. (Olaf Lubaszenko) Przede wszystkim jednak hotel Victoria gra w Wielkim Szu- w  słynnej finałowej rozgrywce z podwójnym dnem, którą Nowicki  ustawia ze Strasburgerem żeby wyleczyć  jednego młodego szulera z pychy .  Tam była scena w której  rozsypywała  się na podłogę  talia kart. Podobno wielokrotnie to dublowano. I kiedy hotel w 2003 kupiła francuska korporacja i przeprowadzała generalny remont, po zdarciu dywanów w jednym z apartamentów znaleziono sfatygowaną dwójkę trefl. Powodzenia.

Victoria i Forum to ważne miejsca w filmach kryminalnych , ulubione miejsca ludzi z cinkciarskiego półświatka. – Przepraszam , którędy do Forum- pyta obcokrajowiec bandytę Bielusa wychodzącego z Hotelu w „Przepraszam czy tu biją” - Tam daleko – wskazuje gangster okolice Placu Zbawiciela. To debiut hotelu na dużym ekranie.– Full? – pyta Bielusa łasy na dolce facet na stacji benzynowej, widząc zagraniczne „blachy” – Poker! – odpowiada gangster.  – Nie no, co za kraj, tu nawet kurwy są niegrzeczne- narzeka w forumowym lobby Kurt, czarny charakter  jednego z odcinków 07 zgłoś się. Dziewczyny, naturalnie z pobudek idealistycznych współpracują z Borewiczem, dlatego chłodno traktują podejrzanego. Ale może dzięki tej bajce umknęło cenzurze coś innego w tym odcinku.  Czarny charakter –Kurt, do cinkciarza: -Po ile te dolary? Cinkciarz:  Po dziewięćset. Kurt: Cztery razy więcej niż w banku,  dziwnych macie tu ekonomistów. To kto  w takim razie chodzi do banku? Może miało  wyjść że ci „ekonomiści”, to w istocie źli cinkciarze a do banku chodzą uczciwi ludzie. Bo gdyby się chwilę zastanowić, to wychodzi, że scenarzysta trafił tymi dwoma zdaniami politykę walutową PRL  w splot słoneczny.

Marek Łuszczyna 23-7-2015

FOT: Pixabay/CC0

Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text