Województwo mazowieckie

Dworek nad Wkrą
ikonka - drukuj drukuj
  • ikonka 4 maj-31 grudzień 2015
ilustracja

W starych wnętrzach poznasz muzeum rodzinne, historię majątku Brudnice lub po prostu odpoczniesz. Rozmawiamy z Zosią Leszczyńską – właścicielką gospodarstwa „Dworek nad Wkrą” o tym jak tchnąć życie w agroturystykę, o babci Reni i panu prezydencie.

 

Co to za miejsce?

To piekny, stary dworek. Położony jest nad brzegiem malowniczej Wkry, w obszarze chronionym Natura 2000, we wsi Brudnice, 3 km od Żuromina, 150 km na północ od Warszawy. To tu kończy się Mazowsze.

Na swojej stronie internetowej reklamujecie się słowami: Czy znasz w Polsce takie miejsca, takie domy, gdzie ciągłość tradycji nie została przerwana od kilku pokoleń? Jaka to historia?

Sto lat temu mój pradziadek Władysław Budzich rozebrał stary dom, w którym wychowało się kilka pokoleń naszych przodków i na jego fundamentach postawił modrzewiowy dworek. Po ślubie ze Stefanią Wilhelm, panną z dworu zza rzeki, został właścicielem całego majątku Brudnice i zarządzał nim do września 1939 roku. Wtedy Niemcy przejęli wszystko, a moja rodzina musiała uciekać. Po wojnie rozparcelowano majątek (ponad 350 hektarów), zgodnie z tzw. reformą rolną, ale w 1956 roku pradziadkom udało się odzyskać dom, park i młyn. Przez kolejne dziesięciolecia staraliśmy się jakoś utrzymać to dziedzictwo. Udało się to głównie dzięki mojej babci Reni, czyli Teresie Budzich-Sumirskiej.

Dzisiaj wspólnie z mężem prowadzisz gospodarstwo agroturystyczne. Czemu zdecydowałaś się wrócić w rodzinne strony?

Dla mnie nie była to trudna decyzja, bo kocham to miejsce i wiem, że warto się dla niego starać. Ale dla Karola to duże wyzwanie, bo prawdziwą wieś zobaczył dopiero tu. Na szczęście nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z tego, co nas czeka, więc łatwiej było wywrócić życie do góry nogami. Po śmierci wuja, kiedy babcia została sama, cała rodzina zastanawiała się, co zrobić z gospodarstwem, kto się nim zajmie? I okazało się, że tylko Karol i ja chcemy przeprowadzić się do Brudnic na stałe i natychmiast – bo tu trzeba być cały rok, nic z doskoku się nie zrobi. A agroturystyka to już rodzinna tradycja.

Czym się wcześniej zajmowałaś?

Oboje jesteśmy archeologami. Trochę pracowaliśmy w zawodzie – kopaliśmy w Ulowie na Roztoczu, robiliśmy nadzory archeologiczne w Państwowym Muzeum na Majdanku (to był obóz koncentracyjny w Lublinie) i w najstarszym kompleksie architektonicznym na lubelskiej Starówce. Karol projektował strony www, foldery, reklamy – zresztą robi to także w Brudnicach, bo na szczęście wszędzie jest Internet. Niedawno założył studio graficzne i świetnie sobie radzi.

Dom dziś pięknie się prezentuje. Jak tego dokonaliście?

Dworek został zbudowany w 1914 roku. Ma drewnianą konstrukcję szkieletową wypełnioną cegłą, gliną i sitowiem. Jest obity modrzewiowymi deskami malowanymi farbą, robioną domowym sposobem, żeby dobrze konserwowała drewno i nie obłaziła. Niestety, nie znam dokładnie przepisu na tę farbę, ponieważ babcia Renia go tak schowała, że nie możemy znaleźć. Wiem, że podstawą był olej lniany mieszany z bielą cynkową i sadzą angielską, ale czy to wszystko? W dworku robimy tylko niezbędne zmiany, gdyż jesteśmy zwolennikami zachowania jego historycznej wartości. Jednak założyliśmy centralne ogrzewanie – palenie w starych piecach to był koszmar, mimo wszystko cenimy autentyczną atmosferę, pamiątki przeszłości, wnętrza naznaczone dziejami pokoleń, które tu mieszkały – ze starych zdjęć, obrazów, sprzętów można wyczytać historię tego miejsca.

Park też wygląda niezwykle urokliwie. To też dzieło przodków?

Park założyła w 1920 roku prababcia Stefania Wilhelm-Budzich. To była duża inwestycja. Najpierw trzeba było wykarczować, osuszyć i zmeliorować bagnisty teren wzdłuż Wkry i zasypać ziemią. Potem babcia zaprojektowała nasadzenia, tworząc park krajobrazowy po obu stronach rzeki. Dzisiaj niewiele z tego zostało, jednak w dalszym ciągu widać ślady pierwotnego założenia.  Oczywiście bez tych wszystkich klombów kwiatowych, strzyżonych w kule ligustrów i wymyślnych żywopłotów – to wymagałoby ciągłej pracy kilku ogrodników. Ale i tak jest pięknie, może trochę dziko, i las nam wchodzi do ogrodu, ale za to bardzo romantycznie.

Jaką bazą noclegową dysponujecie?

Mamy pięć pokoi z łazienkami, w tym jeden czteroosobowy. Każdy pokój ma oddzielne wejście z dworu – jak w amerykańskim motelu – bo łazienki zrobiliśmy z korytarza, który kiedyś łączył pokoje z kuchnią. Goście dostają klucze do swoich pokoi i nie są skrępowani całą resztą. Życie towarzyskie koncentruje się w pokoju stołowym i saloniku, i oczywiście w parku lub na pomoście.

Jakie atrakcje przygotowaliście dla Waszych gości?

Główne są one związane z rzeką płynącą pod oknami: kajaki, wędkowanie, kąpiele, plażowanie, obserwacja ptaków i zwierząt wodnych z łódki. Ponadto: wycieczki rowerowe (dysponujemy kilkunastoma rowerami), grzybobrania, łyżwy, gry zespołowe (badminton, boule, krokiet). Organizujemy spływy kajakowe, kulig i i wędkowanie spod lodu. O każdej porze można grać w gry planszowe (mamy mnóstwo!), czytać, gadać lub nic nie robić. W okolicy są duże kompleksy leśne, doskonałe na wycieczki rowerowe (możemy dowieźć gości i rowery do Górznieńsko-Lidzbarskiego Karku Krajobrazowego, ok.10 km), polecamy wycieczkę do skansenu w Sierpcu i do Górzna.

W najbliższym czasie planujecie jakieś inwestycje?

Planujemy budowę zagrody dla kóz, bo kury już mają dosyć użyczania im miejsca w kurniku, i rewitalizację letniej kuchni tam, gdzie była przed wojną, czyli w XIX-wiecznym budynku gospodarczym, w pomieszczeniu z piecem chlebowym, wędzarnią i dużym kotłem. Taka kuchnia przydałaby się podczas imprez organizowanych w parku i odciążyła trochę tę dworską. Prawdę mówiąc bez przerwy zmuszeni jesteśmy robić jakieś inwestycje, gdyż ciągle coś wymaga naprawy – tak już jest w każdym starym siedlisku.

Organizowaliście w zeszłym roku „Zew natury” – festiwal sztuk naturalnych. Czy w tym roku odbędzie się kolejna edycja?

Tak, chcielibyśmy, żeby „Zew Natury” w Brudnicach był imprezą cykliczną. Pierwsza edycja zebrała dobre recenzje. Ludzie świetnie się bawili i integrowali. Mnóstwo cudownych osób się w to zaangażowało. Dla nas, dla Dworku nad Wkrą to było duże wyzwanie, ale tak, będziemy kontynuować, bo lubimy jak coś się dzieje. W tym roku Zew odbędzie się w dniach 24-26 lipca. Nie mogę jeszcze zdradzić kogo zaprosiliśmy. Ustaliliśmy z innymi organizatorami, że informację będziemy wrzucać na fanpage „Zew Natury” na Facebook’u w kilkunastu odsłonach. Wstęp jest wolny. Zapraszamy wszystkich!

A co u was robił prezydent Bronisław Komorowski?

Och, to było interesujące doświadczenie i zaszczyt dla nas. Trochę byliśmy zdziwieni, że wybrano agroturystyczne gospodarstwo, a nie hotel kilkugwiazdkowy, ale okazało się, że prezydent lubi takie klimaty. Okazało się też, że wizyta urzędującego prezydenta państwa to nie jakieś tam hop siup, tylko skomplikowana logistycznie operacja. Kilka godzin przed przyjazdem prezydenta, panowie z BOR (pozdrawiamy!) przeszukali cały dom i park, przepytali nas, wszystko posprawdzali. Naprawdę poważnie to wyglądało. A samo spotkanie było bardzo miłe. Prezydent rozmawiał z przedstawicielami lokalnych organizacji pozarządowych, zwiedził dworek, jadł kaczkę i domowe pierogi. Nie czuło się dystansu, było swojsko – jak to w dworku. Rozmawialiśmy o inicjatywach społecznych, lukach w ustawach, funduszach unijnych i… wąsach Karola.

Jakie są specjalności waszej kuchni?

Specjalizujemy się w wędzeniu wędlin, daniach z drobiu i królika, ale robimy też pyszne kotlety wegetariańskie i sałaty. Pieczemy chleb, robimy nalewki i przetwory. Mamy własne warzywa (niepryskane chemią). Ogólnie lubimy siedzieć przy stole i zapraszamy do niego naszych gości.

W Polsce niewiele zostało takich miejsc jak Dworek nad Wkrą w Brudnicach, bo taran historii zmiótł je z powierzchni ziemi. Dlatego warto poczuć u nas prawdziwą atmosferę mazowieckiego dworku, napić się z nami domowej nalewki, pogadać, lub pobawić się w chowanego z dzieciakami.

Dziękuję za rozmowę.

 

l.welenc@mazowszanie.eu 29-4-2015
Komunikat

Brak komentarzy dla tego wpisu

Fotogaleria

Strona używa cookie

Zamknij

Original text